listopada 19, 2018

Wibo - kredka do brwi Feather Brow Creator


Makijaż brwi nie należy do moich ulubionych czynności, chociaż muszę przyznać, że trening czyni mistrza i obecnie uważam, że wychodzi mi to całkiem nieźle. Najchętniej sięgam po kredki do brwi, ponieważ pracuje się nimi najszybciej. Jakiś czas temu usłyszałam dobre opinie na temat kredki Feather Brow Creator z Wibo i zapragnęłam ją przetestować. Wiem, że jest ona łatwo dostępna, ale jakoś zawsze zapominałam ją kupić, a dzięki drogerii ezebra mam możliwość, żeby ją wypróbować. Jeśli jesteście ciekawi, czy się z nią polubiłam, to koniecznie czytajcie dalej :)


Tego typu kredki są teraz bardzo popularne. Uwielbiam w nich to, że z jednej strony mają szczoteczkę do wyczesywania brwi i że nie trzeba ich temperować. Mają cieniutki rysik, dzięki czemu można domalować pojedyncze włoski i makijaż brwi wygląda bardziej naturalnie. 


Czytałam opinie, że dla niektórych ta kredka jest za twarda, jednak ja nie widzę w niej takiego problemu. Dla mnie ma twardość idealną i maluje mi się nią przyjemnie i bezproblemowo. 

Do wyboru mamy tylko dwa kolory - soft i dark brown. Jak się pewnie domyślacie, zdecydowałam się na ten jaśniejszy i muszę powiedzieć, że jakimś cudem jest dla mnie idealny. To taki neutralny brąz, ani nie wychodzi jakoś przesadnie szaro, ani rudo. Myślę, że ciemniejszym blondynkom będzie pasował. 
Na zdjęciu poniżej porównałam go z odcieniem 105 Longstay Precise Browliner z Golden Rose i muszę powiedzieć, że wypadają niemal identycznie. 


Tak szczerze to jest to jedna z lepszych kredek, jakich używałam i nie rozstaję się z nią, odkąd ją mam. Jeśli jesteście posiadaczkami dosyć wąskich brwi i lubicie takie precyzyjne produkty, to polecam Wam ją wypróbować. Myślę, że się nie zawiedziecie. 

Kredka Feather Brow kosztuje 15,99 zł i możecie ją kupić w drogerii ezebra.pl

Jeśli chcielibyście zobaczyć, jak się prezentuje na moich brwiach, to zachęcam do obserwowania bloga. Już niedługo pojawi się wpis z makijażem, w którym brwi podkreślone zostały właśnie tą kredką. 

Napiszcie proszę, czy testowałyście tę kredkę i jak się u Was sprawdziła. 

Buziaki!
Kasia



*** Wpis powstał we współpracy z drogerią ezebra, ale moja opinia na temat produktu jest w 100% szczera.***

listopada 08, 2018

🍁 Moja jesienna pielęgnacja twarzy 🍁 | Cera tłusta & walka z grudkami


Odnoszę wrażenie, że dawno nie opowiadałam Wam o mojej pielęgnacji. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że dość długo poszukiwałam tego, co naprawdę przypadnie do gustu mojej cerze. Jak może wiecie, od kilku miesięcy walczę z grudkami i mimo że nie widzę na razie jakiejś spektakularnej poprawy, to nie poddaję się i mam nadzieję, że już za jakiś czas będę mogła pochwalić się gładką twarzą. Mam wrażenie, że w tym momencie mam idealnie dobraną pielęgnację dla cery tłustej, bez żadnych zbędnych składników, które mogłyby jej zaszkodzić. Jeśli jesteście ciekawi, czego aktualnie używam, to koniecznie czytajcie dalej :)

jesienna-pielęgnacja-cera-tłusta

Dokładne oczyszczenie


Pamiętajcie, że oczyszczanie to podstawa. Przy cerze tłustej, trądzikowej, zanieczyszczonej itp. szczególnie. Ja cały czas, niezmiennie rano i wieczorem używam tymiankowego żelu do twarzy z Sylveco i na razie nie mam ochoty go zmieniać. Gdy nakładam makijaż, to wieczorem dokładnie zmywam go pastą do mycia twarzy z Fresh&Natural. Aktualnie kończę drugie opakowanie, w zapasie czeka kolejne. Podoba mi się w niej to, że bardzo dobrze rozpuszcza makijaż, praktycznie w ogóle nie trzeba doczyszczać twarzy płynem micelarnym. Poza tym na opakowaniu producent zapewnia, że taka forma oczyszczania nie narusza warstwy hydrolipidowej, a przy cerze tłustej jest to szczególnie ważne. Zawsze po myciu twarzy używam czegoś, co wyrówna pH mojej cery. Najchętniej sięgam po hydrolaty, w tej chwili zaczęłam stosować hydrolat z drzewa herbacianego marki asoa, ale jeszcze na jego temat za dużo Wam nie powiem, bo to u mnie nowość.

jesienna-pielęgnacja-naturalne-kosmetyki

Kremy


Wieczorem lubię używać nawilżających produktów. Jakiś czas temu sięgnęłam po hydrokurację z kurkumą od Orientany i muszę powiedzieć, że moja skóra mocno się z nią polubiła. To żel, który genialnie sprawdza się do cery tłustej, ponieważ fajnie ją nawilża, ale jednocześnie nie obciąża. W składzie znajdziemy głównie roślinne ekstrakty.
Rano natomiast stosuję obecnie krem na dzień marki Duetus. Chciałam go używać na noc, ale okazało się, że pozostawia matowe wykończenie, więc w porannej pielęgnacji lepiej się sprawdza. Na razie nie mogę Wam powiedzieć za dużo o działaniu. Na tę chwilę wydaje mi się, że się z nim polubię. 


Kremy pod oczy


Tutaj cały czas króluje u mnie arganowy krem z Nacomi, którego używam na noc, ale niedawno stwierdziłam, że fajnie byłoby przetestować coś nowego. Natknęłam się w necie na krem - emolient barierowy marki Vis Plantis. Ma lżejszą, bardziej wodnistą konsystencję od tego z Nacomi, więc świetnie mi się sprawdza na dzień. Nie zauważyłam, żeby robił coś złego z makijażem. Do tego nie kosztował dużo i ma aż 30 ml, więc jeśli szukacie czegoś ciekawego, to polecam się nim zainteresować.


Dodatkowa pielęgnacja


Powyżej mogliście zobaczyć moją podstawę pielęgnacji, ale oczywiście wspomagam się również innymi kosmetykami. W tej chwili są to dwa produkty z Avebio - nawilżająca esencja oraz Ambrozja Antiseptic Shot. Stosuję je naprzemiennie, 2-3 razy w tygodniu po hydrolacie, a przed nałożeniem kremu. Oba kosmetyki mają dosyć płynną konsystencję, a skusiły mnie głównie ze względu na składy, które powinny świetnie się sprawdzić na cerze tłustej i mieszanej.
Planuję też wprowadzić do pielęgnacji kwasy. Przede wszystkim chciałabym zużyć słynny BHA Blackhead Power Liquid z COSRX. Stosowałam go już na początku roku i nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów, ale być może muszę po prostu poużywać go dłużej. Drugi produkt natomiast, który chcę przetestować, to tonik żelowy dla cery trądzikowej marki Lynia. On opiera się głównie na kwasie azelainowym, czyli na tym najbardziej delikatnym. Z tego, co wiem, można go łączyć z kwasami BHA, więc może spróbuję używać tych dwóch kosmetyków jednocześnie. Dajcie proszę znać, czy używaliście tych kosmetyków i jak się u Was sprawdziły. Ja się zawsze kwasów trochę obawiam, ale staram się je wprowadzać do mojej jesienno - zimowej pielęgnacji w rozsądnych ilościach.


Tak wygląda moja tegoroczna pielęgnacja. Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któryś z tych kosmetyków? Jeśli macie cerę tłustą/mieszaną, to napiszcie proszę, czego Wy używacie. 

Do następnego!
Kasia

listopada 05, 2018

Maybelline - matowa szminka Super Stay Matte Ink
115 Founder


Szminki Maybelline Super Stay Matte Ink testuję już od dawna, odkąd tylko Maxineczka poleciła je na swoim kanale, ale niedawno na rynku pojawiło się sporo nowych odcieni i dzisiaj chciałabym pokazać Wam jeden z nich. A ponieważ na blogu chyba jeszcze o tych pomadkach nie wspominałam, więc przy okazji będzie to ich recenzja. Zapraszam do czytania dalej :)

maybelline-super-stay-matte-ink-115-founder

Opakowanie & Aplikator


Opakowanie jest proste, klasyczne, bez żadnych udziwnień. Duży plus za to, że mniej więcej odzwierciedla kolor, dzięki czemu wiemy, po jaki odcień sięgamy. To spore ułatwienie, gdy mamy ich więcej. Aplikator ma formę łezki, jest precyzyjny i łatwo można nim pomalować usta. 

maybelline-matowa-szminka-matte-ink

Kolor


Kolor 115 Founder nazwałabym kameleonem, ponieważ mam wrażenie, że w każdym świetle wygląda inaczej. Czasem wydaje mi się, że to po prostu odcień czerwonego wina, a czasami widzę w nim dużą dozę fioletu. Generalnie nazwałabym go idealnym burgundowym kolorem. W porównaniu np. ze szminką Golden Rose Liquid Matte Lipstick nr 30 jest bardziej zgaszony i mniej czerwony, co dobrze widać na zdjęciu poniżej. 

maybelline-115-gounder-golden-rose-30

Jak dla mnie kolor ten jest przepiękny i idealnie pasuje do jesiennej aury. Zobaczcie, jak prezentuje się na ustach.

maybelline-super-stay-matte-ink-115-founder

Formuła & Trwałość


Szminki Maybelline Super Stay Matte Ink mają płynną, ale lekko musową, plastyczną konsystencję. Po nałożeniu na usta mocno się kleją, ale to uczucie po jakimś czasie znika. Zastygają na mur beton, ale nie na taki suchy mat, delikatnie odbijają światło. 
Jeśli chodzi o trwałość, to tak jak już wspomniałam, pomadki te zastygają naprawdę mocno i ciężko je zmyć zwykłym płynem micelarnym. Trzeba użyć dwufazowego. Niestety na moich ustach nie są w stanie przetrwać nawet najmniejszego jedzenia (np. ciastka i kawy), zawsze się zjadają i robią taką charakterystyczną równą kreskę w połowie wargi. Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi. Pocieszę Was natomiast, że bez problemu można je dołożyć i nie tworzy się ciastko. 

Cena & Dostępność


Polecam Wam kupować te szminki w internecie, bo są tam dużo tańsze niż stacjonarnie. W drogerii ezebra kosztują ok. 22 zł i właśnie stamtąd ta szminka do mnie przywędrowała.

Podsumowanie


Uważam, że jest to jedna z lepszych matowych szminek dostępnych na rynku. Trochę ją czuć, ale myślę, że to jak na nich wygląda, mocno to rekompensuje. Mimo że na moich ustach nie jest w stanie przetrwać posiłku (moje usta są dosyć kapryśne pod tym względem), to i tak uważam ją za bardzo trwałą szminkę i cieszę się, że bez problemu można ją poprawić. Ze swojej strony mogę Wam ją polecić :)

Dajcie znać, czy używaliście już tych szminek i jak się u Was sprawdziły? Jestem bardzo ciekawa :)

Buziaki!
Kasia


*** Wpis powstał we współpracy z drogerią ezebra, ale moja opinia na temat produktu jest w 100% szczera.***

października 30, 2018

Ulubieńcy października 2018r.


Kolejny miesiąc za nami. Czy Wam też czas tak leci jak szalony? Przecież ja od kilku lat mam wrażenie, że co 2 miesiące przygotowuję się do świąt i kupuję kalendarz na nowy rok. Trochę masakra. No ale dzisiaj nie o tym. Mam Wam do pokazania kilku ulubieńców, z którymi szczególnie polubiłam się w październiku. Będą to całkiem ciekawe produkty, więc zachęcam do czytania dalej :)


Perfect match


Zakupiłam sobie jakiś czas temu fluid tonujący Moon Flower marki Madara, ponieważ spodobał mi się skład i miałam nadzieję, że będzie to coś w stylu kremu BB na co dzień. Niestety solo ten produkt się u mnie zupełnie nie sprawdził. Ma brzydki, różowy kolor, do tego jest dla mnie trochę za ciemny i wyglądam w nim jak świnka. Nie kryje też w najmniejszym nawet stopniu. Trochę się zmartwiłam, ale stwierdziłam, że może fajnie się sprawdzić jako baza pod podkład mineralny. Użyłam tego z Lily Lolo i jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ten duet utrzymał się na mojej twarzy calutki dzień. Dla mojej tłustej cery to po prostu połączenie idealne, które sprawia, że podkład mineralny praktycznie cały dzień pozostaje matowy, w ogóle się nie wyświeca i nie ściera. Minerały nałożone na gołą skórę zaczynają mi się świecić po ok. 4-5 godzinach. Jedyna moja wskazówka co do kremu z Madary jest taka, że należy go nakładać w małej ilości (jedna pompka wystarczy) i rozprowadzić go palcami. Wtedy najlepiej kleją się do niego minerały. Muszę też wspomnieć o tym, że ten duet wygląda na twarzy bosko i w codziennym makijażu już totalnie zrezygnowałam z tradycyjnych podkładów.


Idealne rozświetlenie


Ostatnio podoba mi się rozświetlona skóra i zakochałam się w efekcie, jaki daje rozświetlacz SinSkin by Patricia Kazadi nr 045 Glamourous. To czysta tafla, bez jakiejkolwiek drobinki. Wygląda na twarzy obłędnie, do tego można go stopniować. Kolor też jest przepiękny, idealnie się stapia z moją bladą cerę. Serdecznie Wam go polecam :)

A jeśli mowa o rozświetleniu, to ostatnio bardzo chętnie sięgam po nawilżające szminki i w codziennym makijażu najczęściej wybieram Sunset Rose z limitowanej edycji MAC (można ją jeszcze dorwać na douglas.pl). Pięknie dopełnia ten cały lekki i rozświetlony makeup. Ma idealny kolor, genialne wykończenie (Cremesheen) i zawiera w sobie drobinki (ale nie jest perłowa!), przez co usta wydają się większe. Uwielbiam ostatnio ten efekt. Stawiam po prostu na nieprzerysowany, naturalny makijaż. 


I to już wszyscy ulubieńcy. Nie ma tego dużo, ale tym razem są to produkty, po które z chęcią będę sięgać przez długi czas. 

Znacie któregoś z moich ulubieńców? A co Was szczególnie zachwyciło w październiku?

Do następnego!
Kasia

października 19, 2018

Golden Rose - najnowsze odcienie szminek Soft & Matte i Liquid Matte Lipstick


O szminkach z Golden Rose pisałam już na blogu wielokrotnie i zawsze chętnie pokazuję Wam wszelkie nowości tej firmy. Tym razem marka wprowadziła do swojego asortymentu kilka nowych odcieni matowych szminek, które już pewnie dobrze znacie, a mianowicie Soft & Matte oraz Liquid Matte Lipstick. Zapraszam do oglądania, jestem mega ciekawa, jak Wam się spodobają :)

golden-rose-soft&matte-liquid-matte-lipstick

Powiem szczerze, że tegoroczna kolekcja jesienna mnie trochę zaskoczyła. Odcienie kojarzą mi się bowiem bardziej z wiosną i latem. Są żywe, wręcz neonowe. Marka z pewnością postawiła na takie właśnie kolory, ponieważ w tym sezonie są one bardzo modne. A zatem zobaczcie sami, co nowego się pojawiło:

Soft & Matte 119 - pomarańczowy, neonowy odcień.

Soft & Matte 120 - żywy, ciepły róż.

Liquid Matte Lipstick 30 - według mnie najpiękniejszy z całej piątki, określiłabym go jako ciemną malinę, czerwone wino, typowo jesienny kolor.

Liquid Matte Lipstick 31 - pomarańczowy, neonowy.

Liquid Matte Lipstick 32 - ciepły, żywy średni róż. 


Jak widzicie kolory Soft & Matte (119, 120) oraz Liquid Matte Lipstick (31, 32) są identyczne. Różnią się jedynie formułą. Liquid Matte to mocno zastygające pomadki, które mogą wysuszać. Z kolei Soft & Matte są zdecydowanie lżejsze i bardziej komfortowe w noszeniu. Mi z całej piątki najbardziej podoba się ten typowo jesienny nr 30. Wygląda bosko! Reszta średnio pasuje do mojej karnacji. 


Koniecznie dajcie znać, jak Wam się takie kolory podobają? Macie swojego faworyta? :)

Do następnego!
Kasia

października 12, 2018

Miyo x Beauty V Tricks - paleta cieni Insta Glam
Recenzja & Konkurs [Zakończony]


Ostatnimi czasy marki kosmetyczne zasypują nas nowymi paletami cieni w podobnych kolorach i muszę się Wam przyznać, że coraz rzadziej na ich widok szybciej bije mi serce. Jednak oczywiście zdarza się, że robię wyjątek i coś mnie naprawdę zachwyci. Tak było w przypadku najnowszej palety  Insta GlamMiyo, która powstała we współpracy z Beauty V Tricks. Jak tylko ją zobaczyłam na instagramie (paletkę, nie Vanessę :P), wiedziałam, że będzie moja. Wygląda po prostu obłędnie i już teraz mogę powiedzieć, że jestem dumna, że polska marka wypuszcza takie cudeńka. Zatem już wiecie, jaka jest moja opinia na jej temat, ale i tak zapraszam do dalszej części wpisu, gdzie pokażę Wam ją z bliska i trochę więcej o niej opowiem. A na końcu czeka na Was również niespodzianka :)

miyo-insta-glam-beautyvtricks

Mam wrażenie, że piękniejszej współpracy sobie Vanessa wymarzyć nie mogła, ponieważ według mnie jest to paleta totalnie wyjątkowa. Cieszę się też, że marka Miyo wybrała troszkę mniej znaną Youtuberkę. Sama wcześniej nie wiedziałam za bardzo o jej istnieniu, a teraz subskrybuję i chętnie oglądam, ponieważ przemiła z niej dziewczyna :)

miyo-beautyvtricks-paleta-cieni

Sama paleta to po prostu sztos - począwszy od przepięknego opakowania, a skończywszy na samej zawartości. Wszystko się w niej zgadza, serio. Jest przemyślana w 100%, ma cudowne kolory, którymi można stworzyć zarówno dzienny, jak i bardziej szalony, kolorowy makijaż. Do tego pigmentacja powala, cienie rozcierają się jak marzenie i nie mam totalnie się do czego przyczepić. No może jedynie do tego, że jest to edycja limitowana, nad czym strasznie ubolewam, ponieważ uważam, że paleta zasługuje na dużo większe grono odbiorców. Zwłaszcza że kosztuje ona 59,99 zł (!), a powiem szczerze, że ze spokojem jej cena mogłaby być 2-3 razy wyższa i tak czy siak byłaby tej ceny warta. No ale pozostaje mi nic innego, jak tylko się cieszyć, że trzeba wydawać majątku za tak genialną jakość.

miyo-beautyvtricts-insta-glam-swatche

Jeśli chodzi o dostępność, to z tym jest ciężko. Wyprzedał się już drugi drop i trzeci ma być bodajże pod koniec listopada. Ale nie martwcie się, zakupiłam również jedną dla Was, a zatem przejdźmy do najmilszej części wpisu, czyli do konkursuZasady są bardzo proste. Wystarczy obserwować mojego bloga oraz odpowiedzieć krótko na pytanie. Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie informację o konkursie na swoim blogu/FB/IG.

Konkurs trwa od 12.10.18r. - 31.10.18r. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 od zakończenia konkursu.


miyo-beautyvtricks-insta-glam-konkurs-rozdanie


REGULAMIN KONKURSU
  1. Organizatorką konkursu i fundatorką nagród jest autorka bloga www.dressyourface.pl.
  2. Wysyłka nagród odbywa się wyłącznie na terenie Polski.
  3. Udział w konkursie mogą wziąć tylko osoby pełnoletnie.
  4. Konkurs trwa od 12.10.2018r. - 31.10.2018r. do godz. 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi na blogu w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. 
  5. Zwycięzca ma 5 dni na przesłanie danych do wysyłki. Jeśli tego nie zrobi, zostanie wybrana kolejna osoba.
  6. Biorąc udział w konkursie, zwycięzca zgadza się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy to wysyłki).
  7. Nie ma możliwości wymiany nagrody na równoważność pieniężną.
  8. Nagrodą jest paleta cieni Insta Glam marki Miyo.
  9. Aby wziąć udział w konkursie, należy wypełnić formularz.
  10. Odpowiedź na pytanie musi być unikatowa, czyli stworzona na potrzeby tego konkursu.
  11. W konkursie można wziąć udział tylko raz
  12. Adresy e-mail zbierane są tylko na potrzeby konkursu (w celu kontaktu ze zwycięzcą) i nie będą dalej przetwarzane ani przekazywane.


WYNIKI

Kochani, dziękuję Wam serdecznie za udział w konkursie i za tak cudowne, kreatywne odpowiedzi. Z wielką przyjemnością je wszystkie przeczytałam. Ciężko było wybrać zwycięzcę, ale ostatecznie zdecydowałam, że wygrywa Ewkaro. Twój pomysł na miodową paletę bardzo mi się spodobał (nazwa też świetna!) :) Prześlij mi proszę dane do wysyłki na maila dressyourfaceblog@gmail.com. Jeszcze raz Wam dziękuję i zachęcam do obserwowania bloga oraz instagrama. Postaram się, żeby tego typu konkursy pojawiały się częściej. 

Buziaki!
Kasia

października 09, 2018

Promocja w Rossmannie | Nowości, na które warto zwrócić uwagę


Właśnie dzisiaj zaczęła się promocja -55% w Rossmannie, więc postanowiłam pokazać Wam kilka nowości, na które warto zwrócić uwagę. Wiem, że tego typu filmów i wpisów w internecie jest sporo, więc tym razem skupię się tylko i wyłącznie na kosmetykach, które pojawiły się w szafach niedawno. Zapraszam do czytania :)

promocja-rossmann

Na początku dodam tylko, że promocja w Rossmannie jest najbardziej popularna, ale inne drogerie wcale nie są pod tym względem gorsze. Na przykład w Hebe do jutra jest -50% na kolorówkę. Warto mieć to na uwadze, jakby w Rossmannie było za dużo ludzi ;)

Zacznę może od marki Eveline, bo z niej chcę polecić Wam aż dwa produkty. Pierwszy z nich to szminka Matt Magic Lip Cream, która ma zapewniać efekt Soft Matt. Rzeczywiście jest to pomadka, która zastyga, ale w ogóle jej nie czuć na ustach. Do tego ładnie się zjada i myślę, że warto się nią zainteresować dużo bardziej niż np. Les Chocolats z Loreal. Tutaj do wyboru mamy również fajne, dzienne odcienie. W szczególności polecam Wam nr 05 Lovely Nude Rose. 
Drugim kosmetykiem z Eveline jest Precise Brush Liner, czyli pierwszy drogeryjny eyeliner z pędzelkiem, coś z stylu Tattoo Liner z Kat Von D. Miałam nadzieję, że w końcu coś takiego się pojawi w drogerii i się doczekałam :) Używałam już go kilka razy i muszę powiedzieć, że nie widzę różnicy między nim a jego droższym zamiennikiem. Maluje się nim bardzo precyzyjnie, nie rozmazuje się w ciągu dnia, a na promocji będzie kosztował poniżej 10 zł, więc zdecydowanie warto go wypróbować. Jedyne, na co muszę zwrócić uwagę, to fakt, że nie zastyga na mat. Ma dość błyszczące wykończenie. 

eveline-matt-magic-precise-brush-liner

Teraz przechodzimy do szafy Rimmel i najciekawszą tam nowością są eyelinery (a właściwie również cienie) Wonder'Swipe. Zachwyciłam się nimi na tyle, że do mojego koszyka wpadły aż 3 odcienie: 002 - żółte złoto, 004 - miedziany ze złotymi i różowymi drobinkami oraz 006 - jasny róż. Wszystkie 3 zawierają drobinki brokatu, przez co przepięknie się mienią na oku. Bardzo podoba mi się w nich to, że nakładają się równomiernie, nie robią smug. Jeśli lubicie takie akcenty w postaci błyszczącej kreski, to koniecznie musicie się nimi zainteresować.

rimmel-wonder'swipe-eyeliner

I ostatnia już rzecz to rozświetlacz marki SinSkin z limitowanej edycji by Patricia Kazadi (nr 045 Glamourous). No cóż, zrobiłam sobie swatcha w sklepie i się zakochałam. To czysta tafla, bez jakiejkolwiek drobiny. Do tego kolor jest szampański, ale dość jasny, więc idealnie pasuje do mojej karnacji. Ma też całkiem niezły skład, dlatego się na niego skusiłam. Moim zdaniem jest boski i polecam go kupić właśnie na tej promocji, bo po pierwsze w cenie regularnej kosztuje sporo, a po drugie to edycja limitowana, więc trzeba się pospieszyć z zakupem. 

sinskin-patrycja-kazadi-rozświetlacz-045-glamourous
Zdjęcie dość mocno przyciemniłam, żebyście mogli zobaczyć ten blask :)


I to już wszystko na dzisiaj. Dajcie koniecznie znać, na co planujecie się skusić :)

Do następnego!
Kasia

października 03, 2018

Ulubieńcy września 2018r.


Wrzesień minął, więc czas na ulubieńców. Wybaczcie tę małą obsuwę, ale dopiero dzisiaj znalazłam chwilę, żeby zrobić zdjęcia. Nie przedłużam zatem tego wstępu i zapraszam do czytania dalej :)


Zacznę od moich największych ulubieńców, czyli dwóch pędzli. Inglot 4SS kusił mnie chyba od ponad roku, ale zawsze miałam inne wydatki. Skusiłam się na niego na douglas.pl, gdzie jest tańszy niż w Inglocie, a na dodatek miałam zniżkę -20%, więc zapłaciłam za niego znośną kwotę. Sam pędzel to ideał do przypudrowywania okolicy pod oczami i nie wyobrażam już sobie bez niego mojego makijażu. Drugi pędzel to P30 z Hulu, czyli klasyk do rozcierania, jednak ma on tak fajny kształt, że można nim wykonać praktycznie cały makijaż oczu. Nie jest zbyt puchaty, więc dobrze się sprawdza do nakładania cienia na całą powiekę ruchomą. Do tego kosztuje niewiele i ma bardzo przyjemne włosie. Czego chcieć więcej? :)


Kolejny kosmetyk to tusz Paradise Extatic z Loreal, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przede wszystkim sprawia, że moje krótkie rzęsy są widoczne. Pogrubia je i wydłuża. Może trochę sklejać, więc czasem muszę delikatnie rozczesać rzęsy czystą szczoteczką, ale generalnie nie ma tragedii. Ja się z nim polubiłam i polecam :)


Jesień przyszła, więc mam coraz większą ochotę na bardziej zgaszone i stonowane odcienie na powiekach. Sięgnęłam po paletkę T19 z Makeup Atelier Paris i muszę powiedzieć, że kolejny raz mnie zachwyciła. Cienie są idealnie napigmentowane, można je budować, pięknie się rozcierają i ze sobą łączą, a do tego mam wrażenie, że po prostu mi pasują. Tak jak T22 niczego mi nie urwała, tak tę paletę z czystym sumieniem Wam polecam.

Ostatnia rzecz, o której chciałabym dzisiaj opowiedzieć, to perfumy Twilight Mauve z Zary. Kupiłam je przy okazji jakiegoś zamówienia, żeby mieć darmową dostawę i w sumie tylko je zostawiłam ;) To świeży, owocowo - kwiatowy zapach w stylu Be Delicious DKNY (słynne zielone jabłuszko). To moje pierwsze perfumy z Zary, ale coś czuję, że nie ostatnie. Mają naprawę duży wybór, niskie ceny, więc kiedyś jeszcze na pewno się na jakieś skuszę. Cieszę się, że tym razem wybrałam taki mały flakon, bo idealnie nadaje się do noszenia w torebce. Znacie perfumy z Zary? Może możecie mi jakieś polecić?


I to już wszystko na dzisiaj. Koniecznie napiszcie, czy znacie któryś z tych kosmetyków, a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

września 26, 2018

Avon - nowe szminki Delicate Matte | Wszystkie odcienie!

Hej!

Nowością katalogu 14 z Avon (ważny od jutra 27.09) są szminki Delicate Matte. Jak wiecie, pomadki Avon bardzo lubię, więc i te postanowiłam wypróbować. Jeśli ciekawi Was, jak się u mnie sprawdziły i czym różnią się od tradycyjnych matowych szminek, to koniecznie czytajcie dalej :)

avon-delicate-matte

Obietnice producenta


W katalogu producent zachęca, aby odkryć nową jakość matu. Szminki mają dawać nieprzerysowany, naturalny efekt, nie mają wysuszać oraz nie trzeba odciskać ich na chusteczce. 

Odcienie


Do wyboru mamy 8 odcieni. Myślę, że są bardzo ładne i takie "wearable", a w katalogu nawet zaznaczono, że "w każdym będziesz wyglądać dobrze!". Tego obiecać nie mogę, ale rzeczywiście uważam, że kolory im się udały. Zresztą zobaczcie sami:

Delicate Taupe - chłodny beżowy nude

Breathless Nude - ciepły odcień nude

Misty Mocha - ciemniejszy, bardziej brązowy nude. Tę szminkę właśnie wzięłam w pełnowymiarowym opakowaniu, bo zawsze chcę Wam pokazać, jak ono wygląda :)

Pink Hush - jasny róż


Mauve Whisper - przepiękny, idealny odcień mauve

Plum Illusion - ciemny, śliwkowy róż, ideał na jesien

Bitten Apple - zgaszona czerwień

Cherry Delight - piękny wiśniowy kolor. Niestety jako jedyny robi prześwity i nakłada się nierównomiernie.


Formuła


Formuła jest mega ciekawa. Szminki mają delikatnie musową konsystencję i dają lekko transparentny efekt. Faktycznie wyglądają, jakby odcisnęło się taką mocno napigmentowaną szminkę chusteczką albo wklepało ją palcem. Prezentują się dużo bardziej naturalnie niż zwykłe matowe pomadki. Do tego nie zauważyłam, żeby przesuszały, chociaż jak to bywa przy matowych szminkach - trzeba mieć wypielęgnowane usta, bo mogą podkreślić suche skórki. 
Jeśli chodzi o trwałość, to nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. Pomadki nie zastygają, więc trzymają się do pierwszego posiłku, ale duży plus zauważam w tym, że bez problemu można je poprawić. 

avon-szminki-delicate-matte

Powiem Wam, że Avon produkuje naprawdę fajne szminki i kolejny raz mnie nie zawiódł. Pomadki Delicate Matte zdecydowanie mogę polecić osobom, które lubią matowy efekt, ale nie przepadają za takim dokładnym wyrysowywaniem ust i chcą, żeby wyglądały one bardziej naturalnie. 

Który odcień najbardziej Wam się spodobał? :)

Do następnego!
Kasia

września 24, 2018

MAC - akcja Back 2 MAC | Jaką szminkę wybrałam?

Hej!

W zeszłym tygodniu pierwszy raz w życiu wzięłam udział w akcji Back 2 MAC, czyli wymieniłam 6 pustych opakowań na szminkę. Oczywiście dopiero po fakcie stwierdziłam, że mogłabym te zużyte kosmetyki Wam pokazać, no ale za późno, więc tylko krótko o nich opowiem no i przede wszystkim pokażę, jaki odcień pomadki wybrałam. Zapraszam do czytania dalej :)

mac-twig-szminka-lipstick

Jeśli chodzi o zdenkowane kosmetyki, to pomogła mi bardzo moja mama, która zużyła aż dwie szminki Craving (już ma trzecią :D). Ja z kolei wykończyłam korektor Pro Longwear, dwie szminki przetopiłam do pojemnika, a trzecią musiałam wyrzucić, bo okropnie śmierdziała. Dostałam ją kilka lat temu w gratisie do zakupów (na akcji Stylowe zakupy) i chyba już wtedy nie była zbyt świeża :(

A jeśli chodzi o kolor, to powiem szczerze, że nie było mi się łatwo zdecydować, bo mam już naprawdę sporo szminek z MAC. Ale ponieważ przyszła jesień, to doszłam do wniosku, że najlepiej będzie wybrać coś na tę porę roku. Niczego ciemnego nie chciałam, bo z doświadczenia wiem, że takich pomadek zbyt często nie noszę, więc ostatecznie wybór padł na Twig. Zachęcił mnie nie tylko kolor (to taki ciemniejszy brązowo - różowy nude), ale również wykończenie (Satin), które jest jednym z moich ulubionych tej marki. 

mac-cosmetics-twig

Nosiłam ją już kilka razy i myślę, że się polubimy. Szminki o wykończeniu Satin nosi się bardzo komfortowo. Z jednej strony nie czuć żadnego przesuszenia, a z drugiej nie są aż tak mocno kremowe jak np. Amplified. Nie zastygają, ale i tak długo się utrzymują i ładnie zjadają. 
Do tego kolor idealnie pasuje do jesiennych dni. Jest zgaszony, ma w sobie brązowe tony, ale jednoczenie bez problemu mogę go nosić na co dzień. Jak możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu, Twig jest niesamowicie podobnym odcieniem do Mehr, tylko ciut ciemniejszym, jednak na moich bardzo jasnych ustach ta różnica jest zauważalna. 

mac-twig-swatches

Mi się podoba, a Wam? :) Cieszę się, że zdecydowałam się akurat na nią. Piszcie proszę, czy macie swoje ulubione kolory z MAC? 

Do następnego!
Kasia

września 20, 2018

~ Jesienne inspiracje ~

Za oknem ostatnie podrygi lata, powoli wszyscy szykujemy się do nadchodzącej jesieni. Dla mnie jest to najbardziej inspirująca pora roku i zawsze czekam na nią z utęsknieniem. Uwielbiam jesienne barwy i to dzięki nim rodzi się w mojej głowie mnóstwo pomysłów na wpisy, makijaże itp. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać wszystko to, czym lubię się w tę porę roku otaczać. Mam nadzieję, że będzie się Wam ten wpis przyjemnie oglądało i że poczujecie odrobinę jesienny klimat :)

jesień-jesienne-inspiracje

Nowości do domu


Jesień sprawia, że potrzebuję zmienić trochę wystrój w domu. Nie lubię wydawać dużo kasy na dodatki, więc kupuję jedynie rzeczy, które w szybki sposób odmienią dom. W tym roku bardzo spodobała mi się oferta H&M Home. Zaopatrzyłam się więc w przepiękny obrus w odcieniu brudnego różu (KLIK). Niestety wykonany jest w 100% z bawełny (przydałaby się minimalna domieszka czegoś sztucznego), przez co ciężko go doprasować. Ale nie zmienia to faktu, że prezentuje się pięknie. Do tego dokupiłam filiżankę w śliwkowym kolorze, która totalnie mnie urzekła. Nie mogłoby też zabraknąć wrzosu, to u mnie must have na jesień :)

hm-home-home-decor

Umilacze czasu


Jesienią warto sobie znaleźć takie rzeczy, które trochę umilą te szare, ponure dni. U mnie w tym roku będzie to pyszna zielona herbata Lato w Prowansji z Five o'clock o przepięknym lawendowym aromacie, świeca WoodWick oraz oczywiście Fireside treats z Yankee Candle. 

herbata-świeca-woodwick-jesień

Najlepszym sposobem na długie jesienne wieczory są książki. Niedawno sięgnęłam po pierwszą część trylogii Alicja w krainie czasów Ałbeny Grabowskiej i kolejny raz przepadłam. Uwielbiam tę autorkę. Jeśli jeszcze nie czytaliście jej książek, to serdecznie Wam polecam!

Dwa razy w roku kupuję sobie grubaśny Twój styl z kuponami. Uwielbiam śledzić trendy, wycinać te kupony. Sprawia mi to dużo frajdy. Kto też tak ma? :)

jesień-wrzos-yankee-candle-fireside-treats

Kolory


No dobra, przyznaję się, że ciągnie mnie ostatnio do ciepłych kolorów i to po nie sięgam najczęściej. Jak widzicie, zakupiłam sobie camelowe poszewki na poduszki (H&M Home) i musztardową torebkę  (Camaieu). Chociaż nadal w głębi serca kocham również odcień mauve. No cóż, trzeba to będzie jakoś pogodzić :P 

camelowy-musztardowy-mauve

Jedzonko


Jesień to najbardziej inspirująca pora roku również pod względem jedzenia. Mi chyba najbardziej kojarzy się z dynią. W ten weekend na pewno na ryneczku kupię kawałek i przygotuję coś pysznego, bo po prostu się za nią stęskniłam. Pomyślałam, że wrzucę Wam moje ulubione przepisy na dania z dyni:
dynia-smoothie-jesień

Mam nadzieję, że taki wpis Wam się spodoba :) Podzielicie się proszę swoimi jesiennymi ulubieńcami. 

Buziaki!
Kasia

września 13, 2018

Smashbox + Vlada - Petal Metal Eyeshadow Palette
Paleta idealna na co dzień?

Hej!

Zacznę dzisiaj od pytania: po jakie kolory cieni sięgacie najchętniej w codziennym makijażu? Ja, mimo tego że lubię poszaleć, najczęściej używam stonowanych odcieni - beżów, brązów, delikatnych różów, ostatnio też rose gold. Chociaż muszę się przyznać, że po tylu latach udoskonalania umiejętności makijażowych, mam coraz większe problemy, żeby zrobić sobie szybki i efektowny makeup dzienny. Może to głupio zabrzmi, ale trochę uczę się tego od nowa, bo często łapię się na tym, że chciałabym wykonać makijaż w 10 - 15 min. a schodzi mi co najmniej pół godziny, bo "albo wszystko, albo nic". Sporo czasu zajmuje mi makijaż oczu, ponieważ lubię się pobawić cieniami, ale poszukiwałam czegoś, co da mi satysfakcjonujący mnie efekt małym nakładem pracy. Czy paleta Smashbox + Vlada Petal Metal, o której dzisiaj będzie mowa, dobrze się w tej roli sprawdziła? O tym w dalszej części wpisu, zapraszam do czytania :)

smashbox_petal_metal

Opakowanie


Opakowanie jest piękne. Z zewnątrz jakby trójwymiarowe, utrzymane w kolorystyce rose gold. Dodatkowo, małe, lekkie, poręczne, z porządnym lusterkiem. À propos lusterka to koniecznie trzeba zdjąć z niego folię, bo czytałam wiele komentarzy, że jest ono beznadziejne :P Mi się generalnie całość bardzo podoba i uważam, że to ideał np. w podróży. 

Ważniejsze jest wnętrze


W środku znajdujemy 8 cieni - 2 matowe i 6 metalicznych (w tym również delikatnie duochromowe). Paleta utrzymana jest w kolorystyce miedzianej oraz rose gold. Mamy właściwie wszystko, czego potrzeba do wykonania całego makijażu, ponieważ te dwa maty to właśnie jasny brąz, idealny w załamanie, oraz ciemny brąz do przyciemnienia zewnętrznego kącika. Minusem może być jedynie brak matowego, cielistego cienia, jednak paleta jest tak mała, że w sumie cieszę się, że go nie ma i w zamian za to mamy jakiś inny cień.
Nie będę Wam opisywać każdego cienia po kolei, bo są one do siebie tak podobne w tonacji, że byłoby to dosyć nudne. Myślę, że zdjęcia palety oraz swatchy dobrze je przedstawiają.

smashbox-vlada-petal-metal-eyeshadow-palette

Jakość


Nigdy nie miałam do czynienia z cieniami Smashbox i powiem Wam, że zostałam mile zaskoczona. Przede wszystkim mają świetną pigmentację i masełkową konsystencję. Maty pięknie się rozcierają i ze sobą łączą. Cienie metaliczne dobrze przyklejają się do powieki, chociaż i tak wolę pod nie nałożyć jakąś klejącą się bazę. Generalnie nie mam się do czego przyczepić i odpowiadając na pytanie z tytułu, uważam, że jest to idealna paleta na co dzień, ponieważ makijaż wykonuje się nią szybko, łatwo i przyjemnie. 

smashbox-sephora-petal-metal-swatches

Cena i dostępność


Paleta dostępna jest w Sephorze i kosztuje 135 zł. Nie jest to mało, ale myślę, że jakość rekompensuje cenę, a poza tym można ją dorwać na promocji -20%. To edycja limitowana, więc niestety trzeba się spieszyć z zakupem. 

Mimo tego że paleta wygląda na dosyć nudną, to nie żałuję żadnej złotówki, którą na nią wydałam, ponieważ potrzebowałam palety, przy której nie będę musiała się zastanawiać, jakiego cienia użyć. Pracuje mi się nią niezwykle dobrze. Polecam ją szczególnie osobom, które nie lubią za bardzo szaleć w makijażu, ale też które chętnie sięgają po metaliczne cienie. One naprawdę sporo wybaczają :)

Dajcie znać koniecznie, jak ta paleta Wam się podoba? Macie ochotę się skusić? 

Do następnego!
Kasia

TOP