Najnowsze wpisy

maja 18, 2020

TOP 3 perfumy na wiosnę i lato

Hej!

Niezbyt często pojawiają się na moim blogu perfumy. Głównie dlatego, że rzadko je zmieniam, a zużywanie ich wcale nie idzie mi tak szybko. Jednak niedawno do mojej "kolekcji" dołączyły dwie nowości, więc pomyślałam, że stworzę wpis o moich ulubionych zapachach na wiosnę i lato 2020r. Zapraszam :)


Zacznę od tego, że uwielbiam świeże zapachy na okres wiosenno-letni. To moje podstawowe kryterium przy wyborze perfum. Kolejność będzie zupełnie przypadkowa, wszystkie te zapachy lubię tak samo.

1. Zara - Twilight Mauve


To może na pierwszy ogień pójdą perfumy, które znam najlepiej. To mój drugi flakon. Mowa o perfumach z Zara - Twilight Mauve. Taka informacja o nich znajduje się na stronie Zary:

"Świeża kwiatowa woda toaletowa. Piramida zapachowa z nutami magnolii, jabłka i konwalii. Świeży, świetlisty i przyjemny zapach."

Myślę, że to must have dla wielbicielek świeżych zapachów. Ja wyczuwam w nim właśnie mieszankę kwiatów i owoców. Nie jest ona przesadnie słodka, nie przytłacza, a subtelnie towarzyszy nam w ciągu dnia. To jeden z tych zapachów, którym można wypsikać się stóp do głów, a nie będzie za mocny. Jest trwały jak na tak niską cenę (49,90 zł/100 ml). Bardzo polecam :)

zara-twilight-mauve

2. Giorgio Armani - Acqua di gioia


To perfumy, które dostałam od męża na imieniny. Marzyły mi się od dawna. 

Nuta głowy: mięta, włoska cytryna,
Nuta serca: wodny jaśmin,
Nuta bazy: drzewo cedrowe, brązowy cukier

Czuję w nich dokładnie to, co jest zapisane w nutach. Najpierw cytrynę z miętą, która przechodzi w zapach kwiatowy. Całość jest delikatnie słodka, ale również maksymalnie świeża. To jeden z moich ideałów, jeśli chodzi o zapachy. Trafia w mój gust w 100%. Mam wersję perfumowaną, która długo się utrzymuje, zostaje na ubraniach, pościeli.

armani-acqua-di-gioia

3. Chloe - Chloe L'Eau


To perfumy, które kupiłam dosyć spontanicznie po powąchaniu próbki. Tak naprawdę w życiu bym się nie spodziewała, że tego typu zapach mi się spodoba. Dominuje w nim róża, ale jednocześnie jest to zapach dosyć świeży. 

Nuta głowy: grejpfrut, kwiat liczi
Nuta serca: róża damasceńska, magnolia
Nuta bazy: piżmo, bursztyn, drzewo cedrowe

Owoce dobrze przełamują mocny zapach róży i magnolii, co sprawia, że całość jest przyjemnie świeża i w żaden sposób nie przytłacza, a raczej przyjemnie otula. Te perfumy zostają bardziej przy ciele, nie ciągną się tak mocno za nami jak dwa poprzednie. Do tego flakon wygląda przepięknie i z tych trzech propozycji podoba mi się najbardziej. 

chloe-leau

To wszystko na dzisiaj. Podzielcie się proszę w komentarzach swoimi zapachowymi ulubieńcami na okres wiosenno-letni :)

Buziaki!
Kasia

maja 09, 2020

Makijaż kosmetykami naturalnymi | Czego brakuje mi w naturalnej kolorówce?

Hej!

Niedawno otrzymałam bardzo ciekawe pytanie, które brzmiało: czego brakuje mi w naturalnej kolorówce? Serdecznie za nie dziękuję :) Stwierdziłam, że odpowiem na nie w osobnym wpisie i przy okazji pokażę Wam makijaż wykonany w 100% kosmetykami naturalnymi. Zapraszam :)

purobio-felicea-madara-couelur-caramel-feerie-celeste

Na początek pokażę Wam makijaż. Jestem bardzo ciekawa, czy zorientowałybyście się, że nie są to tradycyjna, nienaturalna (nie wiem, jak ją nazywać, ale wiecie, o co chodzi) kolorówka. 

makijaż-kosmetyki-naturalne

Do wykonania makijażu użyłam:
  • podkład Purobio Sublime Drop Foundation odcień 00
  • korektor Madara Perfecting Concealer odcień 15
  • puder Purobio Indissoluble Silky Powder
  • bronzer Feerie Celeste Bewitches Bronze odcień 100 Taupe Whisper
  • róż Couleur Caramel nr 68
  • rozświetlacz Felicea nr 142
  • cienie do powiek Purobio nr 25, 26, 27, 01, 03, 05, 13
  • tusz do rzęs Couleur Caramel maskara wydłużająca
  • brwi Couleur Caramel pomada nr 61
  • konturówka do ust Purobio nr 08
  • szminka Couleur Caramel nr 257
  • na dekolcie (czego niestety nie widać) Madara Cosmic Drops nr 01 + rozświetlacz Felicea nr 141

Powiem Wam, że jestem naprawdę zadowolona z tego makijażu i cieszę się, że znalazłam tyle cudownych naturalnych kosmetyków kolorowych. Mimo to jest kilka rzeczy, których nadal poszukuję. Na pewno najbardziej brakuje mi dobrze kryjącego korektora pod oczy. Te w sztyfcie oraz kremie wyglądają u mnie strasznie. Z kolei ten z Madary jest ok, ale mógłby mieć ciut lepsze krycie. Mimo to cieszę się, że chociaż jeden produkt znalazłam w tej kategorii, który się u mnie nie warzy. 
Nie mogę znaleźć również naturalnej bazy pod cienie, która rzeczywiście utrzymywałaby cienie na moich tłustych powiekach. W powyższym makijażu użyłam korektora i uważam, że cienie z Purobio trzymają się nadzwyczaj dobrze, ale jednak moje powieki potrzebują bazy. 
Nie mam problemu z kolei ze szminkami, bo ostatnio noszę tylko te nawilżające lub ewentualnie klasyczne matowe z Couleur Caramel lub Felicea. Czasem jednak miałabym ochotę na te matowe w płynie, zastygające, które długo się utrzymują, ale takich nie znalazłam jeszcze wśród tych z naturalnym składem. 
Zatem jak widzicie, niewiele mi brakuje. Używanie naturalnych kosmetyków jest uzależniające i trudno wrócić do tych nienaturalnych, jak już się umie czytać składy. Mnie już nawet nie denerwują jakieś silikony czy glikole, ale najbardziej mikroplastik (np. Polyethylene), który jest właściwie w każdej bazie pod cienie, wielu cieniach do powiek (np. z GlamShop). Nie będę się tutaj rozpisywać na ten temat, ale warto pamiętać, że składy są ważne nie tylko dla nas i naszej skóry, ale również dla środowiska. 

makijaż-niebieskie-oczy-kosmetyki-naturalne

Dajcie proszę znać, jak Wam się podoba makijaż? Piszcie, czego Wam najbardziej brakuje w naturalnej kolorówce.

Do następnego!
Kasia

maja 05, 2020

Mój sposób na relaks - świeca sojowa Flagolie

Cześć!

Dziwny i niespokojny mamy ten rok 2020. Myślę, że wiele osób odczuwa obecnie niepokój, strach o siebie i najbliższych. Mimo że świat powoli zaczyna wracać do życia, to obawiam się, że jeszcze długa droga przed nami, żeby było w miarę normalnie. We mnie pojawiają się sprzeczne myśli. Z jednej strony chciałabym, żeby wszystko wróciło do normy, a z drugiej nadal się boję i nie wychodzę za często z domu. Jednak wiem też, że trzeba będzie nauczyć się żyć w tej nowej rzeczywistości. I niezależnie od tego, czym się zajmujecie na co dzień, gdzie pracujecie, każdej z nas od czasu do czasu przyda się odrobina relaksu. Ja znalazłam przeróżne sposoby: trenuję, maluję obrazy, słucham wyciszającej muzyki, a temu wszystkiemu zazwyczaj towarzyszy mi odpalona świeca Flagolie, o której dzisiaj Wam troszkę opowiem. Zapraszam :)


Nie wiem, jak u Was, ale u mnie od czasu do czasu pojawia się "faza" na jakiś kolor, zapach itp. Tym razem padło na lawendę. Postanowiłam więc zakupić świecę sojową Lawendowy Relaks od Flagolie i to był strzał w dziesiątkę. Zacznijmy może od opakowania, które wygląda obłędnie. Świeca zapakowana jest w kartonik, bibułę. Trzeba przyznać, że wszystko prezentuje się pięknie i zdecydowanie nadaje się na prezent. 


W środku znajdujemy świecę z grubego, matowego szkła, z drewnianym wieczkiem. Myślę, że będzie pasować do większości wnętrz. Świeca wykonana jest z wosku sojowego pozbawionego GMO, pestycydów i innych szkodliwych substancji, o czym zapewnia nas producent na stronie. Ma dwa knoty, dzięki czemu wosk jest w stanie się rozpuścić na całej powierzchni. 


Sam zapach jest przepiękny. To lawenda w czystej postaci, bez żadnych zbędnych dodatków. Nigdy nie interesowałam się aromaterapią, ale teraz mogę powiedzieć, że działa. Odpalenie tej świecy po ciężkim dniu bardzo relaksuje. Do tego książka albo dobry serial i niczego więcej do szczęścia nie trzeba. Po zapaleniu świeca pachnie delikatnie, nie przytłacza nawet małych wnętrz. Zapach lawendy ułatwia zasypianie, łagodzi bóle głowy, więc jeśli borykacie się z takimi problemami, to na pewno warto wypróbować jej terapeutyczną moc.


Na koniec wskazówka dotycząca samego palenia świec sojowych. Należy przycinać knoty przed każdym użyciem. W przeciwnym wypadku będą się zalewać i nie będą się równo wypalać. 

Serdecznie Wam polecam te świece, są naprawdę piękne :) A Wy jak sobie umilacie ten trudny czas?

Buziaki!
Kasia

kwietnia 02, 2020

Haul ze sklepu ekobieca | Nowości marki Felicea

Hej!

Ponieważ mamy sporo zmartwień w ostatnim czasie, postanowiłam przygotować jakiś luźniejszy wpis. Pokażę Wam moje zakupy z drogerii ekobieca (nie jest to współpraca). Wiem, że są różne teorie na temat zakupów, ale uważam, że trzeba wspierać polskie marki, sklepy. Nie mogą wszyscy nagle stracić pracy. Haul będzie moim zdaniem ciekawy, bo zakupiłam dużo nowości marki Felicea, więc jeżeli Was interesuje ten temat, to zostańcie ze mną :)


Zacznę od pielęgnacji, czyli kremu liftingująco - nawilżającego marki Natuu. To krem kupiony tak trochę prewencyjnie, bo lepiej zapobiegać niż leczyć i chciałabym zobaczyć, czy wpłynie chociaż trochę na owal twarzy oraz pierwsze zmarszczki. Krem wygląda przepięknie. Ma szklane opakowanie, nakrętkę z korka. Zawiera ekstrakt z acmelli, czyli rośliny, która działa jak naturalny botoks. Zobaczymy, jestem bardzo ciekawa tego kremu. 


Przejdźmy zatem do nowości z marki felicea. Zamówiłam wielofunkcyjną kredkę w odcieniu 151, czyli bardzo delikatnym - szampańskim. Kolor ma ładny, ale niestety zawiera mnóstwo drobinek, za czym nie przepadam, bo one często roznoszą się po całej twarzy. No ale zobaczymy, jak sprawdzi się jako baza pod cienie.
Drugi produkt to kredka do brwi w odcieniu 86 light brown. Od razu zaznaczam, że jest to kolor chłodny, idealnie będzie pasował blondynkom. Kredka ma bardzo dziwny kształt, który możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Posiada też grzebyk do wyczesywania. Użyłam jej raz i na pewno mogę powiedzieć, że ma dość mocno woskową konsystencję. Pierwsze wrażenie takie sobie, ale na pewno dam jej szansę. 


Kolejne nowości to dwie matowe szminki. Ta po lewej to 222 rose, czyli nude z domieszką brudnego różu, a po prawej to 223 chocolate i tutaj nazwa niestety odzwierciedla odcień. Jest to kolor mlecznej czekolady, bardzo nietwarzowy. Na swatchach w necie wyglądał dużo ładniej. Zobaczymy, czy polubię się z nimi tak mocno, jak z kremową wersją. 


Na koniec zapas mojego ukochanego podkładu w odcieniu light. Jest cudny i zachęcam Was do wypróbowania. Ma piękny skład, jasny kolor, który nie ciemnieje. Ładnie kryje, dobrze się utrzymuje. Pięknie zakrywa pory. Cały czas jestem nim zachwycona i bardzo Wam polecam.

Wzięłam też zapas płynu do dezynfekcji z Nacomi, bo ma pompkę i stoi na szafce w korytarzu. Niby jest fajny, bo szybko się wchłania, ale totalnie drażni mnie jego zapach, który przypomina aloes, ale jest sztuczny i długo się utrzymuje na dłoniach. Już chyba wolę zapach alkoholu, bo szybko się ulatnia.


I to już wszystko na dzisiaj. Dajcie znać, czy znaczy któryś z tych kosmetyków albo czy któryś Was szczególnie zainteresował. Życzę Wam dużo spokoju w tym trudnym czasie.

Buziaki!
Kasia

marca 16, 2020

Przegląd toaletki - naturalna kolorówka #1
Podkłady

Cześć!

Pewnie wiecie, że od dłuższego czasu zwracam uwagę ma składy kosmetyków. Używam jedynie naturalnej pielęgnacji i bardzo chcę się przerzucić w 100% na naturalną kolorówkę, chociaż muszę przyznać, że jest to trudniejsze niż w przypadku pielęgnacji. Jednak nie poddaję się i tak naprawdę praktycznie w każdej kategorii udało mi się coś ciekawego znaleźć. Dlatego postanowiłam stworzyć na blogu nową serię, w której będę Wam pokazywać naturalną kolorówkę z mojej toaletki. Będzie to przegląd różnych kosmetyków i ich krótkie recenzje. Mam nadzieję, że ta seria przypadnie Wam do gustu. Zapraszam na pierwszą część o podkładach :)

naturalna-kolorówka-podkłady-naturalne

Pixie Cosmetics - podkład Love Botanicals


Jeśli mnie czytacie dłużej, to wiecie, że to mój wielki ulubieniec. Wiem, że Pixie wprowadziło nową wersję tego podkładu i mam nadzieję, że będzie ona równie dobra. Podkłady Pixie stosuję już od kilku lat i cały czas niezmiennie je uwielbiam. Mają dobre krycie, które da się budować. Nie podkreślają niedoskonałości, np. rozszerzonych porów. Nie warzą się, co zdarzało mi się przy innych podkładach mineralnych. I co najważniejsze - prezentują się przepięknie na skórze. Koloryt jest ujednolicony, skóra wygląda świeżo i promiennie. Wyświecają się dosyć szybko na tłustej cerze, ale za efekt, jaki dają, absolutnie im to wybaczam i mogę od czasu do czasu się poprawić. Plusem jest też szeroka gama kolorystyczna. Dzięki temu znalazłam swój idealny odcień Cashmere, chociaż zimą jestem tak blada, że muszę przetestować kiedyś najjaśniejszą wersję z gamy neutralnej czyli Soft Muslin. Pixie ma też na swojej stronie bardzo przydatny poradnik kolorystyczny. Podkłady mineralne Pixie Cosmetics są najlepszymi, jakie znam i bardzo Wam je polecam.

pixie-cosmetics-podkład-mineralny

Neauty Minerals - podkład matujący


To drugi podkład mineralny w mojej toaletce, jednak ze względu na kolor sięgam po niego jedynie latem, ponieważ w tej chwili jest na mnie odrobinę za ciemny. Musiałabym zaopatrzyć się w jaśniejszy odcień Neutral Pale. Pod względem właściwości jest on bardzo podobny do podkładu z Pixie. Wygląda i zachowuje się na skórze niemal identycznie. Nazwa sugeruje, że ma być on matujący, ale na tłustej cerze wyświeca się stosunkowo szybko i trzeba go poprawić w ciągu dnia. Niemniej jednak to również dobra i godna polecenia propozycja. 

neauty-minerals-podkład-matujący

Felicea - Podkład naturalny 


Ostatnia propozycja to wersja płynna i mój absolutny ulubieniec. Powiem szczerze, że marzył mi się fajny podkład płynny z ładnym składem. Mimo że kocham minerały, to czasem mam ochotę na aplikację takiego tradycyjnego podkładu. Do tej pory nie mogłam nic takiego znaleźć. Wszystkie podkłady były albo za ciemne, albo wyglądały tragicznie na skórze. Podkład Felicea jest perfekcyjny pod każdym względem. Nie potrafię znaleźć żadnej wady tego produktu. Kolor Light jest dla mnie idealny, nie ciemnieje. Podkład ma dobre krycie, pięknie wygładza skórę, nie podkreśla rozszerzonych porów. Delikatnie zastyga i przypudrowany utrzymuje się długo nawet na mojej tłustej cerze. Naprawdę jest to hit i serdecznie Wam go polecam.

felicea-podkład-naturalny

A tak się prezentuje na mojej cerze:


Poniżej możecie zobaczyć też porównanie kolorów. Pixie właściwie stopił się z moją skórą i prawie go nie widać. Neauty Minerals jest bardziej żółty od Pixie.


I to już wszystko na dzisiaj. Dajcie proszę znać, czy taka seria Wam się podoba. A może Wy znacie jakieś naturalny hity wśród podkładów? :)

Do następnego!
Kasia

marca 13, 2020

EVELINE paleta Ruby Glamour
RECENZJA

Hej!

Dawno na moim blogu nie było recenzji palety. Tym razem pokażę Wam absolutną nowość, którą na razie można jedynie dostać w drogeriach internetowych, a mianowicie Ruby Glamour od Eveline. Paleta zachwyciła mnie swoją kolorystyką i stwierdziłam, że ją dla Was przetestuję :)

eveline-ruby-glamour

Zacznijmy od opakowania, które zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Jest metalowe (tak mi się wydaje), z lusterkiem, porządnie wykonane. Jak na paletę drogeryjną wygląda naprawdę bardzo dobrze.
Nawet przy zamkniętym opakowaniu czuć zapach cieni. Wszystko pachnie słodko, jakby gumą balonową. Moim zdaniem lepsze to niż zapach plastiku.
W środku oprócz 12 cieni znajdujemy dwustronny pędzelek, z syntetycznego włosia, które jest przyjemne i da się nim wykonać makijaż np. na wyjeździe. Pędzelek prezentuje się elegancko, ponieważ skuwki i trzonek są w kolorze mojego ulubionego różowego złota i bardzo pasują do całości.


Trzeba przyznać, że paleta do złudzenia przypomina Naked Cherry od Urban Decay. Powiem szczerze, że nie przepadam za takimi podróbkami, ale absurdalnie wysoka cena (219 zł) i koszmarny skład cieni z UD sprawiają, że nie czuję w tej kwestii jakichś większych wyrzutów sumienia.
Przejdźmy zatem do najważniejszego czyli jakości palety Ruby Glamour. Mamy tutaj 5 błysków i 7 matów. Konsystencja cieni mnie zaskoczyła - są bardzo przyjemne, jedwabiste w dotyku. Do tego mają naprawdę dobrą pigmentację. Może nie jakąś szaleńczą, ale ze spokojem da się budować intensywność cieni i ładnie się ze sobą łączą. Kolorystyka bardzo sprzyja kobiecej urodzie i jeśli jeszcze nie miałyście do czynienia z takimi odcieniami, to bardzo Wam polecam je wypróbować. Ja zdecydowanie częściej sięgam właśnie po takie kolory niż po brązy i beże. Morela, odrobina różu podkreślają urodę i odświeżają spojrzenie :)

eveline-paleta-ruby-glamour
eveline-paleta-ruby-glamour-swatche

Paleta Ruby Glamour zrobiła na mnie dobre wrażenie i chętnie po nią sięgam w codziennym makijażu. Od kwietnia powinna być dostępna stacjonarnie, a na razie możecie ją dostać w drogeriach online, np. ezebra czy ekobieca. Kosztuje ok. 40 zł.
Jak najdzie mnie odrobina weny, to wrzucę makijaż wykonany tą paletą na instagrama, więc zachęcam do obserwowania mojego profilu.

Piszcie koniecznie, jak Wam się ta paleta podoba i czy lubicie taką kolorystykę w swoich makijażach :)

Buziaki!
Kasia

marca 03, 2020

Zamienniki pomadki Charlotte Tilbury Pillow Talk

Hej!

Pomadka Charlotte Tilbury w odcieniu Pillow Talk jest jedną z najpopularniejszych nudziakowych pomadek na świecie. Jest też bardzo droga (ok. 32€), a do tego niedostępna w Polsce. Mi się udało ją dorwać w hiszpańskiej Sephorze. Rzeczywiście odcień jest idealnym nudziakiem i będzie pasował większości osób, ale jednocześnie nie jest kolorem na tyle wyjątkowym, żeby nie dało się znaleźć jego zamiennika. Przez przypadek trafiłam na niemal identyczny odcień wśród pomadek polskich producentów, więc jeśli ciekawi Was, co to takiego, to koniecznie czytajcie dalej :)

charlotte-tilbury-pillow-tak-dupe

Może zacznijmy od Pillow Talk. Tak jak wspomniałam na początku, jest to idealny beżowo-różowy odcień nude, który będzie pasował wielu osobom. Ma ciekawa formułę, którą da się budować, przy jednej warstwie odcień jest dosyć delikatny. Nosi się ją niezwykle komfortowo i tak naprawdę nie dziwię się, że stała się tak popularna. Sama z przyjemnością ją nakładam i jest jedną z moich ulubionych szminek. Natomiast cena powala i nie wiem, czy kupiłabym ją ponownie, wiedząc, że wśród polskich marek można znaleźć jej zamiennik.

Zatem zdradzę Wam już tę tajemnicę. Chodzi mi o szminkę Paese z serii Nanorevit w odcieniu 14 Innocent. To pomadka, która jest zamiennikiem CT nie tylko jeśli chodzi o kolor, ale również pod względem konsystencji. Odcień jest minimalnie jaśniejszy, ale na ustach tej różnicy nie widać. No i najważniejsze - cena. Pomadka z Paese kosztuje 34 zł. Jeśli więc nie zależy Wam na luksusowym (i absolutnie przepięknym, to trzeba przyznać) opakowaniu, to polecam Wam bardzo ten produkt, bo "jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać".

Pokażę Wam też dzisiaj dwie pomadki, które zaliczyłabym do kolorystycznych zamienników Pillow Talk, jednak różnią się od niej formułą. Pierwszą z nich jest MAC z serii Love Me Lipstick w odcieniu Laissez-Faire. Kolor jest minimalnie chłodniejszy i ma zdecydowanie bardziej kremową i nawilżającą konsystencję od CT.

Ostatnim produktem, który udało mi się znaleźć, jest Jeffree Star Velour Liquid Lipstick w odcieniu Christmas Cookie. Tutaj mogę śmiało powiedzieć, że jest to Pillow Talk w wersji płynnej.
Dwie ostatnie propozycje są droższe (MAC 86 zł, JS 95,90 zł), ale dostępne w Polsce, np. na douglas.pl.

charlotte-tilbury-pillow-talk-zamiennik
pillow-talk-dupe-zamiennik

Wiem, że Pillow Talk jest bardzo pożądaną szminką i wiele osób chce ją wypróbować, więc mam nadzieję, że taki wpis okaże się dla Was przydatny :) 

Buziaki!
Kasia

lutego 17, 2020

Haul ze sklepu ekozuzu.pl

Jednym z moim ulubionych sklepów internetowych jest ekozuzu.pl. Robię tam zakupy regularnie, bo bardzo lubię markę Couleur Caramel i chętnie testuję coś nowego. Tym razem również poczyniłam małe zakupy i z przyjemnością Wam je pokażę. Zapraszam :)


Przede wszystkim chciałam przetestować pomadę do brwi, bo nie mam żadnej w swojej toaletce, a miałam ochotę na mocniej wyrysowane brwi. Najbardziej bałam się odcienia, bo lubię te chłodne, ale nr 61 okazał się być idealny. Pomada ma dobrą pigmentację, na razie jest kremowa. Zobaczymy, jak będzie później. Ma też bardzo fajny, precyzyjny pędzelek. Jestem z niej bardzo zadowolona. 

Drugi produkt, który wybrałam, to puder z jesienno - zimowej kolekcji Urban Nature. Trzeba przyznać, że tłoczenia na kosmetykach Couleur Caramel są po prostu obłędne i aż żal ich używać. Jest to typowy puder utrwalający. Ma dosyć suchą formułę, ale na skórze wygląda ładnie. Nie utrzymuje zbyt długo matu, więc nada się przede wszystkim dla cer suchych i normalnych. Chociaż ja, mając cerę tłustą, również go chętnie używam, bo wygląda bardzo naturalnie i nie daje płaskiego matu, a na tym mi ostatnio zależy najbardziej.


Skusiłam się również na szminkę z kolekcji Urban Nature w odcieniu 287. To taki neutralny, średni róż. Będzie idealny na wiosnę :) Szminki z CC są naprawdę świetne i mogę Wam je polecić, jeśli szukacie czegoś z naturalnym składem. Ja zwracam na to coraz bardziej uwagę, bo denerwuje mnie, że praktycznie wszędzie dodają mikroplastik (np. Polyethylene). Tutaj mamy same naturalne składniki i zdecydowanie warto inwestować właśnie w takie kosmetyki. Pomadka ma świetną pigmentację, kremową, ale delikatnie klejącą formułę, przez co utrzymuje się naprawdę nieźle. 

W gratisie otrzymałam dwie konturówki do ust w czerwonych odcieniach, które również mają kremową konsystencję, przez co bardzo łatwo wyrysowuje się nimi usta. Kolor 107 to jaśniejszy odcień czerwieni, a 147 to już krwista, chłodna czerwień.


Ostatni kosmetyk, który otrzymałam, to krem do twarzy SolarTea z SPF 30. Jego jeszcze nie otworzyłam, ale na pewno bardzo mi się przyda. Podoba mi się jego skład i jest szansa, że dobrze się sprawdzi na cerze tłustej.


To już wszystkie kosmetyki, które chciałam Wam dzisiaj pokazać. Dajcie znać, czy macie swoich ulubieńców z tej marki, a jeśli jeszcze nic nie testowaliście, to bardzo zachęcam, bo to świetne produkty z ładnymi składami :)

Buziaki!
Kasia

lutego 06, 2020

Porównanie szminek matowych z różnych półek cenowych
Jeffree Star, Semilac, Golden Rose

Hej!

Po dłuższej przerwie wróciłam do matowych szminek w płynie. Zaciekawiło mnie kilka nowych produktów na rynku i postanowiłam je przetestować, a przy okazji Wam trochę o nich opowiedzieć, więc jeśli taki temat Was interesuje, to zapraszam do czytania dalej :)


Zacznijmy może od najdroższej wersji, czyli Jeffree Star Velour Liquid Lipstick w odcieniu Christmas Cookie. Szminki JS znam od dawna, ale i zawsze bardzo je lubiłam, a ten odcień chodził za mną od dawna, więc postanowiłam go kupić na promocji -30% w Douglas. Kolor Christmas Cookie to moim zdaniem idealny nudziak, który będzie pasował wielu osobom. Ma neutralną tonację. Nie jest ani zbyt beżowy, ani za bardzo różowy, po prostu w punkt. Jakościowo również szminka mnie nie zawiodła, ponieważ ma fajną, niezbyt lejącą konsystencję i nosi się ją niezwykle komfortowo. Ma lekki, prawie niewyczuwalny zapach. Zjada się równomiernie i można ją dołożyć. Na stronie Douglas kosztuje 95,90 zł i podrożała o 11 zł (w grudniu kosztowała 84,90). To strasznie dużo. 


Druga pod względem ceny jest szminka z Semilac, którą kupiłam za ok. 35 zł, ale widzę, że teraz na stronie jest po 54,90 zł. Nie wiem, o co chodzi, ale te podwyżki są masakryczne. Z tych trzech szminek lubię ją najmniej. Ma najbardziej płynną konsystencję i moim zdaniem najmocniej wysusza usta. Wybrałam kolor 423. Jest to jasny, różowy nude. Nie podoba mi się też jej zapach. Nie umiem go określić, ale jak dla mnie jest dziwny. 


Ostatnia pomadka to chyba największa nowość na rynku. My Matte Lip Ink z Golden Rose kosztuje 19,90 zł i pod względem formuły oraz komfortu noszenia bardzo przypomina mi szminkę od Jeffree Star. Zdecydowałam się na odcień 05, który jest najciemniejszy z całej trójki, ale nadal zalicza się do grona nudziaków. Ma przyjemny zapach, który nie przeszkadza. Bardzo polubiłam tę szminkę i już zakupiłam drugi odcień.

Od lewej: Jeffree Star, Golden Rose, Semilac

Podsumowując, najlepsze wrażenie zrobiła na mnie ostatnio najnowsza szminka z Golden Rose. Ma fajną cenę, nosi się ją komfortowo. Na drugim miejscu postawiłabym pomadkę z Jeffee Star, któta jest bardzo podobna do tej z GR, a kosztuje prawie 5 razy więcej. Na ostatnim miejscu uplasowała się wg mnie szminka z Semilac, która najbardziej wysusza moje usta i z tych trzech propozycji sięgam po nią najrzadziej.

Piszcie proszę w komentarzach, czy znacie któryś z tych produktów i jakie są Wasze ulubione szminki w płynie. Zachęcam do obserwowania bloga, bo już niedługo pokażę Wam zamiennik naprawdę drogiej i bardzo znanej pomadki.

Buziaki!
Kasia

stycznia 06, 2020

Ulubieńcy 2019r. | Kolorówka

Dzień dobry!

Wiem, nie było mnie tutaj bardzo długo i jestem ciekawa, czy ktoś w ogóle mojego bloga pamięta. Po cichu mam nadzieję, że tak, ponieważ trochę się za blogiem stęskniłam. Niestety praca i szkoła robią swoje i ciężko mi było znaleźć wolną chwilę chociażby na zrobienie zdjęć, ale może w tym roku mi się uda pojawiać tutaj częściej. Trzymajcie kciuki! Dzisiaj przygotowałam dla Was ulubieńców zeszłego roku. Starałam się wybrać takie produkty, o których jeszcze nie mówiłam, więc mam nadzieję, że będzie ciekawie. Zapraszam :)


Zacznę od kosmetyku, który zasilił moje zbiory niedawno, ale zrobił tak ogromne wrażenie, że absolutnie nie wyobrażam sobie bez niego tych ulubieńców i śmiało mogę go nazwać odkryciem 2019r. Mowa o podkładzie naturalnym marki Felicea. Na taki produkt czekałam. Po pierwsze ma cudowny kolor (mam jaśniejszy 131), który jest jaśniutki, neutralny, nie ciemnieje i mam wrażenie, że został stworzony dla mnie. Poza tym pięknie kryje, długo się utrzymuje. Jest dosyć gęsty i zastyga do matu, więc nie wiem, jak się sprawdzi na cerach suchych, ale dla tłustych - IDEAŁ.

W czerwcu 2019r. pisałam o bronzerze Feerie Celeste i wtedy byłam średnio z niego zadowolona, a teraz używam praktycznie tylko jego. Dokupiłam też nowy odcień 101 Butterfly Beige, który jest zdecydowanie bardziej neutralny niż 100, ale oba bardzo lubię i polecam. Przy okazji chciałabym Wam pokazać najlepszy wg mnie pędzel do bronzera, czyli Hakuro H58. Przepięknie rozciera produkty, nie robi żadnych plam i mam wrażenie, że pracuje się nim łatwiej niż pędzlami z włosia naturalnego. 


Ostatni kosmetyk do twarzy to rozświetlacz z Annabelle Minerals w odcieniu Diamond Glow. Uwielbiam go, ma bardzo neutralny odcień. Pięknie odbija światło i można stopniować jego intensywność. Było mi ciężko go uchwycić na zdjęciu i właściwie mi się to nie udało, więc musicie mi wierzyć na słowo, że jest cudny :)


W kategorii Oczy mam Wam do pokazania dwa kosmetyki. Pierwszy z nich to paletka cieni Sweet Harmony z Affect. To idealna paleta na co dzień. Maty są dobrze napigmentowane, ale nie przesadnie, przez co dobrze się nimi pracuje, bo da się je budować. Jedynie dwa błyszczące cienie są dla mnie za bardzo drobinkowe. Szczerze mówiąc, w dziennym makijażu wolę cienie o innej konsystencji, mniej błyszczące. Poza tym nie mam się do czego przyczepić i bardzo Wam tę paletę polecam :)


Rok 2019 był to rok maskar naturalnych z Couleur Caramel. Na zdjęciu widzicie wersję Revolution, ale ogólnie uważam, że tusze tej marki są świetne i zachęcam Was do wypróbowania. Mają piękne, naturalne składy i do tego naprawdę robią robotę. Wydłużają, rozdzielają, pogrubiają rzęsy i nie osypują się. Są dosyć drogie, ale uważam, że w dobry skład zawsze warto zainwestować.

Kochani, i to już wszystko na dzisiaj. Dajcie znać, jeśli tu jeszcze czasem zaglądacie. Piszcie o Waszych ulubieńcach w komentarzach. Życzę Wam dużo szczęścia w Nowym Roku.

Buziaki!
Kasia

TOP