Najnowsze wpisy

października 19, 2018

Golden Rose - najnowsze odcienie szminek Soft & Matte i Liquid Matte Lipstick


O szminkach z Golden Rose pisałam już na blogu wielokrotnie i zawsze chętnie pokazuję Wam wszelkie nowości tej firmy. Tym razem marka wprowadziła do swojego asortymentu kilka nowych odcieni matowych szminek, które już pewnie dobrze znacie, a mianowicie Soft & Matte oraz Liquid Matte Lipstick. Zapraszam do oglądania, jestem mega ciekawa, jak Wam się spodobają :)

golden-rose-soft&matte-liquid-matte-lipstick

Powiem szczerze, że tegoroczna kolekcja jesienna mnie trochę zaskoczyła. Odcienie kojarzą mi się bowiem bardziej z wiosną i latem. Są żywe, wręcz neonowe. Marka z pewnością postawiła na takie właśnie kolory, ponieważ w tym sezonie są one bardzo modne. A zatem zobaczcie sami, co nowego się pojawiło:

Soft & Matte 119 - pomarańczowy, neonowy odcień.

Soft & Matte 120 - żywy, ciepły róż.

Liquid Matte Lipstick 30 - według mnie najpiękniejszy z całej piątki, określiłabym go jako ciemną malinę, czerwone wino, typowo jesienny kolor.

Liquid Matte Lipstick 31 - pomarańczowy, neonowy.

Liquid Matte Lipstick 32 - ciepły, żywy średni róż. 


Jak widzicie kolory Soft & Matte (119, 120) oraz Liquid Matte Lipstick (31, 32) są identyczne. Różnią się jedynie formułą. Liquid Matte to mocno zastygające pomadki, które mogą wysuszać. Z kolei Soft & Matte są zdecydowanie lżejsze i bardziej komfortowe w noszeniu. Mi z całej piątki najbardziej podoba się ten typowo jesienny nr 30. Wygląda bosko! Reszta średnio pasuje do mojej karnacji. 


Koniecznie dajcie znać, jak Wam się takie kolory podobają? Macie swojego faworyta? :)

Do następnego!
Kasia

października 12, 2018

Miyo x Beauty V Tricks - paleta cieni Insta Glam
Recenzja & Konkurs


Ostatnimi czasy marki kosmetyczne zasypują nas nowymi paletami cieni w podobnych kolorach i muszę się Wam przyznać, że coraz rzadziej na ich widok szybciej bije mi serce. Jednak oczywiście zdarza się, że robię wyjątek i coś mnie naprawdę zachwyci. Tak było w przypadku najnowszej palety  Insta GlamMiyo, która powstała we współpracy z Beauty V Tricks. Jak tylko ją zobaczyłam na instagramie (paletkę, nie Vanessę :P), wiedziałam, że będzie moja. Wygląda po prostu obłędnie i już teraz mogę powiedzieć, że jestem dumna, że polska marka wypuszcza takie cudeńka. Zatem już wiecie, jaka jest moja opinia na jej temat, ale i tak zapraszam do dalszej części wpisu, gdzie pokażę Wam ją z bliska i trochę więcej o niej opowiem. A na końcu czeka na Was również niespodzianka :)

miyo-insta-glam-beautyvtricks

Mam wrażenie, że piękniejszej współpracy sobie Vanessa wymarzyć nie mogła, ponieważ według mnie jest to paleta totalnie wyjątkowa. Cieszę się też, że marka Miyo wybrała troszkę mniej znaną Youtuberkę. Sama wcześniej nie wiedziałam za bardzo o jej istnieniu, a teraz subskrybuję i chętnie oglądam, ponieważ przemiła z niej dziewczyna :)

miyo-beautyvtricks-paleta-cieni

Sama paleta to po prostu sztos - począwszy od przepięknego opakowania, a skończywszy na samej zawartości. Wszystko się w niej zgadza, serio. Jest przemyślana w 100%, ma cudowne kolory, którymi można stworzyć zarówno dzienny, jak i bardziej szalony, kolorowy makijaż. Do tego pigmentacja powala, cienie rozcierają się jak marzenie i nie mam totalnie się do czego przyczepić. No może jedynie do tego, że jest to edycja limitowana, nad czym strasznie ubolewam, ponieważ uważam, że paleta zasługuje na dużo większe grono odbiorców. Zwłaszcza że kosztuje ona 59,99 zł (!), a powiem szczerze, że ze spokojem jej cena mogłaby być 2-3 razy wyższa i tak czy siak byłaby tej ceny warta. No ale pozostaje mi nic innego, jak tylko się cieszyć, że trzeba wydawać majątku za tak genialną jakość.

miyo-beautyvtricts-insta-glam-swatche

Jeśli chodzi o dostępność, to z tym jest ciężko. Wyprzedał się już drugi drop i trzeci ma być bodajże pod koniec listopada. Ale nie martwcie się, zakupiłam również jedną dla Was, a zatem przejdźmy do najmilszej części wpisu, czyli do konkursuZasady są bardzo proste. Wystarczy obserwować mojego bloga oraz odpowiedzieć krótko na pytanie. Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie informację o konkursie na swoim blogu/FB/IG.

Konkurs trwa od 12.10.18r. - 31.10.18r. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 od zakończenia konkursu.


miyo-beautyvtricks-insta-glam-konkurs-rozdanie


REGULAMIN KONKURSU
  1. Organizatorką konkursu i fundatorką nagród jest autorka bloga www.dressyourface.pl.
  2. Wysyłka nagród odbywa się wyłącznie na terenie Polski.
  3. Udział w konkursie mogą wziąć tylko osoby pełnoletnie.
  4. Konkurs trwa od 12.10.2018r. - 31.10.2018r. do godz. 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi na blogu w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu. 
  5. Zwycięzca ma 5 dni na przesłanie danych do wysyłki. Jeśli tego nie zrobi, zostanie wybrana kolejna osoba.
  6. Biorąc udział w konkursie, zwycięzca zgadza się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy to wysyłki).
  7. Nie ma możliwości wymiany nagrody na równoważność pieniężną.
  8. Nagrodą jest paleta cieni Insta Glam marki Miyo.
  9. Aby wziąć udział w konkursie, należy wypełnić formularz.
  10. Odpowiedź na pytanie musi być unikatowa, czyli stworzona na potrzeby tego konkursu.
  11. W konkursie można wziąć udział tylko raz
  12. Adresy e-mail zbierane są tylko na potrzeby konkursu (w celu kontaktu ze zwycięzcą) i nie będą dalej przetwarzane ani przekazywane.



Kochani, mam nadzieję, że taka nagroda Wam się spodoba i że weźmiecie udział w konkursie. Dziękuję, że jesteście i życzę powodzenia :*

Kasia

października 09, 2018

Promocja w Rossmannie | Nowości, na które warto zwrócić uwagę


Właśnie dzisiaj zaczęła się promocja -55% w Rossmannie, więc postanowiłam pokazać Wam kilka nowości, na które warto zwrócić uwagę. Wiem, że tego typu filmów i wpisów w internecie jest sporo, więc tym razem skupię się tylko i wyłącznie na kosmetykach, które pojawiły się w szafach niedawno. Zapraszam do czytania :)

promocja-rossmann

Na początku dodam tylko, że promocja w Rossmannie jest najbardziej popularna, ale inne drogerie wcale nie są pod tym względem gorsze. Na przykład w Hebe do jutra jest -50% na kolorówkę. Warto mieć to na uwadze, jakby w Rossmannie było za dużo ludzi ;)

Zacznę może od marki Eveline, bo z niej chcę polecić Wam aż dwa produkty. Pierwszy z nich to szminka Matt Magic Lip Cream, która ma zapewniać efekt Soft Matt. Rzeczywiście jest to pomadka, która zastyga, ale w ogóle jej nie czuć na ustach. Do tego ładnie się zjada i myślę, że warto się nią zainteresować dużo bardziej niż np. Les Chocolats z Loreal. Tutaj do wyboru mamy również fajne, dzienne odcienie. W szczególności polecam Wam nr 05 Lovely Nude Rose. 
Drugim kosmetykiem z Eveline jest Precise Brush Liner, czyli pierwszy drogeryjny eyeliner z pędzelkiem, coś z stylu Tattoo Liner z Kat Von D. Miałam nadzieję, że w końcu coś takiego się pojawi w drogerii i się doczekałam :) Używałam już go kilka razy i muszę powiedzieć, że nie widzę różnicy między nim a jego droższym zamiennikiem. Maluje się nim bardzo precyzyjnie, nie rozmazuje się w ciągu dnia, a na promocji będzie kosztował poniżej 10 zł, więc zdecydowanie warto go wypróbować. Jedyne, na co muszę zwrócić uwagę, to fakt, że nie zastyga na mat. Ma dość błyszczące wykończenie. 

eveline-matt-magic-precise-brush-liner

Teraz przechodzimy do szafy Rimmel i najciekawszą tam nowością są eyelinery (a właściwie również cienie) Wonder'Swipe. Zachwyciłam się nimi na tyle, że do mojego koszyka wpadły aż 3 odcienie: 002 - żółte złoto, 004 - miedziany ze złotymi i różowymi drobinkami oraz 006 - jasny róż. Wszystkie 3 zawierają drobinki brokatu, przez co przepięknie się mienią na oku. Bardzo podoba mi się w nich to, że nakładają się równomiernie, nie robią smug. Jeśli lubicie takie akcenty w postaci błyszczącej kreski, to koniecznie musicie się nimi zainteresować.

rimmel-wonder'swipe-eyeliner

I ostatnia już rzecz to rozświetlacz marki SinSkin z limitowanej edycji by Patricia Kazadi (nr 045 Glamourous). No cóż, zrobiłam sobie swatcha w sklepie i się zakochałam. To czysta tafla, bez jakiejkolwiek drobiny. Do tego kolor jest szampański, ale dość jasny, więc idealnie pasuje do mojej karnacji. Ma też całkiem niezły skład, dlatego się na niego skusiłam. Moim zdaniem jest boski i polecam go kupić właśnie na tej promocji, bo po pierwsze w cenie regularnej kosztuje sporo, a po drugie to edycja limitowana, więc trzeba się pospieszyć z zakupem. 

sinskin-patrycja-kazadi-rozświetlacz-045-glamourous
Zdjęcie dość mocno przyciemniłam, żebyście mogli zobaczyć ten blask :)


I to już wszystko na dzisiaj. Dajcie koniecznie znać, na co planujecie się skusić :)

Do następnego!
Kasia

października 03, 2018

Ulubieńcy września 2018r.


Wrzesień minął, więc czas na ulubieńców. Wybaczcie tę małą obsuwę, ale dopiero dzisiaj znalazłam chwilę, żeby zrobić zdjęcia. Nie przedłużam zatem tego wstępu i zapraszam do czytania dalej :)


Zacznę od moich największych ulubieńców, czyli dwóch pędzli. Inglot 4SS kusił mnie chyba od ponad roku, ale zawsze miałam inne wydatki. Skusiłam się na niego na douglas.pl, gdzie jest tańszy niż w Inglocie, a na dodatek miałam zniżkę -20%, więc zapłaciłam za niego znośną kwotę. Sam pędzel to ideał do przypudrowywania okolicy pod oczami i nie wyobrażam już sobie bez niego mojego makijażu. Drugi pędzel to P30 z Hulu, czyli klasyk do rozcierania, jednak ma on tak fajny kształt, że można nim wykonać praktycznie cały makijaż oczu. Nie jest zbyt puchaty, więc dobrze się sprawdza do nakładania cienia na całą powiekę ruchomą. Do tego kosztuje niewiele i ma bardzo przyjemne włosie. Czego chcieć więcej? :)


Kolejny kosmetyk to tusz Paradise Extatic z Loreal, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przede wszystkim sprawia, że moje krótkie rzęsy są widoczne. Pogrubia je i wydłuża. Może trochę sklejać, więc czasem muszę delikatnie rozczesać rzęsy czystą szczoteczką, ale generalnie nie ma tragedii. Ja się z nim polubiłam i polecam :)


Jesień przyszła, więc mam coraz większą ochotę na bardziej zgaszone i stonowane odcienie na powiekach. Sięgnęłam po paletkę T19 z Makeup Atelier Paris i muszę powiedzieć, że kolejny raz mnie zachwyciła. Cienie są idealnie napigmentowane, można je budować, pięknie się rozcierają i ze sobą łączą, a do tego mam wrażenie, że po prostu mi pasują. Tak jak T22 niczego mi nie urwała, tak tę paletę z czystym sumieniem Wam polecam.

Ostatnia rzecz, o której chciałabym dzisiaj opowiedzieć, to perfumy Twilight Mauve z Zary. Kupiłam je przy okazji jakiegoś zamówienia, żeby mieć darmową dostawę i w sumie tylko je zostawiłam ;) To świeży, owocowo - kwiatowy zapach w stylu Be Delicious DKNY (słynne zielone jabłuszko). To moje pierwsze perfumy z Zary, ale coś czuję, że nie ostatnie. Mają naprawę duży wybór, niskie ceny, więc kiedyś jeszcze na pewno się na jakieś skuszę. Cieszę się, że tym razem wybrałam taki mały flakon, bo idealnie nadaje się do noszenia w torebce. Znacie perfumy z Zary? Może możecie mi jakieś polecić?


I to już wszystko na dzisiaj. Koniecznie napiszcie, czy znacie któryś z tych kosmetyków, a jeśli tak, to jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

września 26, 2018

Avon - nowe szminki Delicate Matte | Wszystkie odcienie!

Hej!

Nowością katalogu 14 z Avon (ważny od jutra 27.09) są szminki Delicate Matte. Jak wiecie, pomadki Avon bardzo lubię, więc i te postanowiłam wypróbować. Jeśli ciekawi Was, jak się u mnie sprawdziły i czym różnią się od tradycyjnych matowych szminek, to koniecznie czytajcie dalej :)

avon-delicate-matte

Obietnice producenta


W katalogu producent zachęca, aby odkryć nową jakość matu. Szminki mają dawać nieprzerysowany, naturalny efekt, nie mają wysuszać oraz nie trzeba odciskać ich na chusteczce. 

Odcienie


Do wyboru mamy 8 odcieni. Myślę, że są bardzo ładne i takie "wearable", a w katalogu nawet zaznaczono, że "w każdym będziesz wyglądać dobrze!". Tego obiecać nie mogę, ale rzeczywiście uważam, że kolory im się udały. Zresztą zobaczcie sami:

Delicate Taupe - chłodny beżowy nude

Breathless Nude - ciepły odcień nude

Misty Mocha - ciemniejszy, bardziej brązowy nude. Tę szminkę właśnie wzięłam w pełnowymiarowym opakowaniu, bo zawsze chcę Wam pokazać, jak ono wygląda :)

Pink Hush - jasny róż


Mauve Whisper - przepiękny, idealny odcień mauve

Plum Illusion - ciemny, śliwkowy róż, ideał na jesien

Bitten Apple - zgaszona czerwień

Cherry Delight - piękny wiśniowy kolor. Niestety jako jedyny robi prześwity i nakłada się nierównomiernie.


Formuła


Formuła jest mega ciekawa. Szminki mają delikatnie musową konsystencję i dają lekko transparentny efekt. Faktycznie wyglądają, jakby odcisnęło się taką mocno napigmentowaną szminkę chusteczką albo wklepało ją palcem. Prezentują się dużo bardziej naturalnie niż zwykłe matowe pomadki. Do tego nie zauważyłam, żeby przesuszały, chociaż jak to bywa przy matowych szminkach - trzeba mieć wypielęgnowane usta, bo mogą podkreślić suche skórki. 
Jeśli chodzi o trwałość, to nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. Pomadki nie zastygają, więc trzymają się do pierwszego posiłku, ale duży plus zauważam w tym, że bez problemu można je poprawić. 

avon-szminki-delicate-matte

Powiem Wam, że Avon produkuje naprawdę fajne szminki i kolejny raz mnie nie zawiódł. Pomadki Delicate Matte zdecydowanie mogę polecić osobom, które lubią matowy efekt, ale nie przepadają za takim dokładnym wyrysowywaniem ust i chcą, żeby wyglądały one bardziej naturalnie. 

Który odcień najbardziej Wam się spodobał? :)

Do następnego!
Kasia

września 24, 2018

MAC - akcja Back 2 MAC | Jaką szminkę wybrałam?

Hej!

W zeszłym tygodniu pierwszy raz w życiu wzięłam udział w akcji Back 2 MAC, czyli wymieniłam 6 pustych opakowań na szminkę. Oczywiście dopiero po fakcie stwierdziłam, że mogłabym te zużyte kosmetyki Wam pokazać, no ale za późno, więc tylko krótko o nich opowiem no i przede wszystkim pokażę, jaki odcień pomadki wybrałam. Zapraszam do czytania dalej :)

mac-twig-szminka-lipstick

Jeśli chodzi o zdenkowane kosmetyki, to pomogła mi bardzo moja mama, która zużyła aż dwie szminki Craving (już ma trzecią :D). Ja z kolei wykończyłam korektor Pro Longwear, dwie szminki przetopiłam do pojemnika, a trzecią musiałam wyrzucić, bo okropnie śmierdziała. Dostałam ją kilka lat temu w gratisie do zakupów (na akcji Stylowe zakupy) i chyba już wtedy nie była zbyt świeża :(

A jeśli chodzi o kolor, to powiem szczerze, że nie było mi się łatwo zdecydować, bo mam już naprawdę sporo szminek z MAC. Ale ponieważ przyszła jesień, to doszłam do wniosku, że najlepiej będzie wybrać coś na tę porę roku. Niczego ciemnego nie chciałam, bo z doświadczenia wiem, że takich pomadek zbyt często nie noszę, więc ostatecznie wybór padł na Twig. Zachęcił mnie nie tylko kolor (to taki ciemniejszy brązowo - różowy nude), ale również wykończenie (Satin), które jest jednym z moich ulubionych tej marki. 

mac-cosmetics-twig

Nosiłam ją już kilka razy i myślę, że się polubimy. Szminki o wykończeniu Satin nosi się bardzo komfortowo. Z jednej strony nie czuć żadnego przesuszenia, a z drugiej nie są aż tak mocno kremowe jak np. Amplified. Nie zastygają, ale i tak długo się utrzymują i ładnie zjadają. 
Do tego kolor idealnie pasuje do jesiennych dni. Jest zgaszony, ma w sobie brązowe tony, ale jednoczenie bez problemu mogę go nosić na co dzień. Jak możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu, Twig jest niesamowicie podobnym odcieniem do Mehr, tylko ciut ciemniejszym, jednak na moich bardzo jasnych ustach ta różnica jest zauważalna. 

mac-twig-swatches

Mi się podoba, a Wam? :) Cieszę się, że zdecydowałam się akurat na nią. Piszcie proszę, czy macie swoje ulubione kolory z MAC? 

Do następnego!
Kasia

września 20, 2018

~ Jesienne inspiracje ~

Za oknem ostatnie podrygi lata, powoli wszyscy szykujemy się do nadchodzącej jesieni. Dla mnie jest to najbardziej inspirująca pora roku i zawsze czekam na nią z utęsknieniem. Uwielbiam jesienne barwy i to dzięki nim rodzi się w mojej głowie mnóstwo pomysłów na wpisy, makijaże itp. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać wszystko to, czym lubię się w tę porę roku otaczać. Mam nadzieję, że będzie się Wam ten wpis przyjemnie oglądało i że poczujecie odrobinę jesienny klimat :)

jesień-jesienne-inspiracje

Nowości do domu


Jesień sprawia, że potrzebuję zmienić trochę wystrój w domu. Nie lubię wydawać dużo kasy na dodatki, więc kupuję jedynie rzeczy, które w szybki sposób odmienią dom. W tym roku bardzo spodobała mi się oferta H&M Home. Zaopatrzyłam się więc w przepiękny obrus w odcieniu brudnego różu (KLIK). Niestety wykonany jest w 100% z bawełny (przydałaby się minimalna domieszka czegoś sztucznego), przez co ciężko go doprasować. Ale nie zmienia to faktu, że prezentuje się pięknie. Do tego dokupiłam filiżankę w śliwkowym kolorze, która totalnie mnie urzekła. Nie mogłoby też zabraknąć wrzosu, to u mnie must have na jesień :)

hm-home-home-decor

Umilacze czasu


Jesienią warto sobie znaleźć takie rzeczy, które trochę umilą te szare, ponure dni. U mnie w tym roku będzie to pyszna zielona herbata Lato w Prowansji z Five o'clock o przepięknym lawendowym aromacie, świeca WoodWick oraz oczywiście Fireside treats z Yankee Candle. 

herbata-świeca-woodwick-jesień

Najlepszym sposobem na długie jesienne wieczory są książki. Niedawno sięgnęłam po pierwszą część trylogii Alicja w krainie czasów Ałbeny Grabowskiej i kolejny raz przepadłam. Uwielbiam tę autorkę. Jeśli jeszcze nie czytaliście jej książek, to serdecznie Wam polecam!

Dwa razy w roku kupuję sobie grubaśny Twój styl z kuponami. Uwielbiam śledzić trendy, wycinać te kupony. Sprawia mi to dużo frajdy. Kto też tak ma? :)

jesień-wrzos-yankee-candle-fireside-treats

Kolory


No dobra, przyznaję się, że ciągnie mnie ostatnio do ciepłych kolorów i to po nie sięgam najczęściej. Jak widzicie, zakupiłam sobie camelowe poszewki na poduszki (H&M Home) i musztardową torebkę  (Camaieu). Chociaż nadal w głębi serca kocham również odcień mauve. No cóż, trzeba to będzie jakoś pogodzić :P 

camelowy-musztardowy-mauve

Jedzonko


Jesień to najbardziej inspirująca pora roku również pod względem jedzenia. Mi chyba najbardziej kojarzy się z dynią. W ten weekend na pewno na ryneczku kupię kawałek i przygotuję coś pysznego, bo po prostu się za nią stęskniłam. Pomyślałam, że wrzucę Wam moje ulubione przepisy na dania z dyni:
dynia-smoothie-jesień

Mam nadzieję, że taki wpis Wam się spodoba :) Podzielicie się proszę swoimi jesiennymi ulubieńcami. 

Buziaki!
Kasia

września 13, 2018

Smashbox + Vlada - Petal Metal Eyeshadow Palette
Paleta idealna na co dzień?

Hej!

Zacznę dzisiaj od pytania: po jakie kolory cieni sięgacie najchętniej w codziennym makijażu? Ja, mimo tego że lubię poszaleć, najczęściej używam stonowanych odcieni - beżów, brązów, delikatnych różów, ostatnio też rose gold. Chociaż muszę się przyznać, że po tylu latach udoskonalania umiejętności makijażowych, mam coraz większe problemy, żeby zrobić sobie szybki i efektowny makeup dzienny. Może to głupio zabrzmi, ale trochę uczę się tego od nowa, bo często łapię się na tym, że chciałabym wykonać makijaż w 10 - 15 min. a schodzi mi co najmniej pół godziny, bo "albo wszystko, albo nic". Sporo czasu zajmuje mi makijaż oczu, ponieważ lubię się pobawić cieniami, ale poszukiwałam czegoś, co da mi satysfakcjonujący mnie efekt małym nakładem pracy. Czy paleta Smashbox + Vlada Petal Metal, o której dzisiaj będzie mowa, dobrze się w tej roli sprawdziła? O tym w dalszej części wpisu, zapraszam do czytania :)

smashbox_petal_metal

Opakowanie


Opakowanie jest piękne. Z zewnątrz jakby trójwymiarowe, utrzymane w kolorystyce rose gold. Dodatkowo, małe, lekkie, poręczne, z porządnym lusterkiem. À propos lusterka to koniecznie trzeba zdjąć z niego folię, bo czytałam wiele komentarzy, że jest ono beznadziejne :P Mi się generalnie całość bardzo podoba i uważam, że to ideał np. w podróży. 

Ważniejsze jest wnętrze


W środku znajdujemy 8 cieni - 2 matowe i 6 metalicznych (w tym również delikatnie duochromowe). Paleta utrzymana jest w kolorystyce miedzianej oraz rose gold. Mamy właściwie wszystko, czego potrzeba do wykonania całego makijażu, ponieważ te dwa maty to właśnie jasny brąz, idealny w załamanie, oraz ciemny brąz do przyciemnienia zewnętrznego kącika. Minusem może być jedynie brak matowego, cielistego cienia, jednak paleta jest tak mała, że w sumie cieszę się, że go nie ma i w zamian za to mamy jakiś inny cień.
Nie będę Wam opisywać każdego cienia po kolei, bo są one do siebie tak podobne w tonacji, że byłoby to dosyć nudne. Myślę, że zdjęcia palety oraz swatchy dobrze je przedstawiają.

smashbox-vlada-petal-metal-eyeshadow-palette

Jakość


Nigdy nie miałam do czynienia z cieniami Smashbox i powiem Wam, że zostałam mile zaskoczona. Przede wszystkim mają świetną pigmentację i masełkową konsystencję. Maty pięknie się rozcierają i ze sobą łączą. Cienie metaliczne dobrze przyklejają się do powieki, chociaż i tak wolę pod nie nałożyć jakąś klejącą się bazę. Generalnie nie mam się do czego przyczepić i odpowiadając na pytanie z tytułu, uważam, że jest to idealna paleta na co dzień, ponieważ makijaż wykonuje się nią szybko, łatwo i przyjemnie. 

smashbox-sephora-petal-metal-swatches

Cena i dostępność


Paleta dostępna jest w Sephorze i kosztuje 135 zł. Nie jest to mało, ale myślę, że jakość rekompensuje cenę, a poza tym można ją dorwać na promocji -20%. To edycja limitowana, więc niestety trzeba się spieszyć z zakupem. 

Mimo tego że paleta wygląda na dosyć nudną, to nie żałuję żadnej złotówki, którą na nią wydałam, ponieważ potrzebowałam palety, przy której nie będę musiała się zastanawiać, jakiego cienia użyć. Pracuje mi się nią niezwykle dobrze. Polecam ją szczególnie osobom, które nie lubią za bardzo szaleć w makijażu, ale też które chętnie sięgają po metaliczne cienie. One naprawdę sporo wybaczają :)

Dajcie znać koniecznie, jak ta paleta Wam się podoba? Macie ochotę się skusić? 

Do następnego!
Kasia

września 10, 2018

PuroBIO - Resplendent Bronzer

Hej!

Jak już może wiecie, staram się ograniczyć kiepskie (pod względem składu) kosmetyki do twarzy i przerzucić się na te naturalne. Przyznaję, że najciężej mi było znaleźć odpowiedni i w miarę chłodny bronzer. Z tej kategorii bardzo polubiłam naturalny bronzer z Pixie Cosmetics, ale jest on w formie sypkiej, a chciałam mieć jeszcze coś prasowanego. Przeszukałam chyba całe internety i natrafiłam na markę PuroBIO, o której wcześniej zbyt wiele nie słyszałam. Mają oni w swoim asortymencie Resplendent bronzer w kilku kolorach, więc wybrałam ten, który wydawał mi się najbardziej chłodny. Czy warto się nim zainteresować? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu. Zapraszam do czytania ♥


Co pisze o nim producent?


Pozwolę sobie zacytować, co pisze o nim producent: "Bronzer o satynowej strukturze i właściwościach matujących. Absorbuje nadmiar sebum i wyrównuje koloryt cery. Podkreśla opaleniznę i jest niezastąpiony przy uzyskaniu efektu konturowania. Dzięki zawartości pudru ryżowego przedłuża trwałość makijażu. Wykazuje silne działanie pielęgnacyjne i odżywcze dzięki zawartości organicznych olei takich jak makadamia, morelowy, avocado, karanja. Formuła wzbogacona również o masło shea łagodzi podrażnienia i wspomaga regenerację skóry. Opakowanie z lusterkiem zawiera również funkcję „refill” dzięki której możemy wyjąć sam zużyty wkład i zastąpić go nowym. Wykorzystując ponownie opakowanie przyczyniamy się do mniejszej ilości odpadów i dbamy o otaczające nas środowisko."

Przemyślane opakowanie


Muszę powiedzieć, że opakowanie jest bardzo przemyślane. Proste, klasyczne, ale dobrze wykonane, z lusterkiem w środku. Najbardziej podoba mi się jednak pomysł na wyciąganie wkładu. Otóż tylna część ma dziurkę, dzięki czemu bez problemu można podważyć wkład palcem i go wyjąć. Mega pomysłowe i pomocne. Do tego to piękne wytłoczenie w samym bronzerze, które zostaje z nami na długo, ponieważ bronzer się mocno nie pyli. Jak dla mnie nie ma się w tej kwestii do czego przyczepić. 


Odcień


Do wyboru mamy aż 5 odcieni, ale patrząc na swatche w necie (nie ma ich zbyt wiele), najbardziej chłodny wydawał mi się nr 03. Na szczęście trafiłam nieźle, chociaż muszę przyznać, że kolor trochę się zmienia na twarzy i wydobywają się z niego czerwone tony. Na początku średnio mi się to podobało, ale nauczyłam się z nim pracować i po prostu nakładam go na większą część policzka, a rezygnuję z różu. Uważam, że w połączeniu jedynie z rozświetlaczem wygląda najlepiej. Tak szczerze to bardzo kusi mnie również odcień 01 i pewnie za jakiś czas go kupię. 

Skład


Mica, Zea mays (corn) starch, Squalane, Zinc Stearate, Silica, Tocopherol, Glyceryl Caprylate, Parfum (Fragrance), Oryza sativa powder (oryza sativa (rice) powder), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Prunus Armeniaca Kernel Oil (Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil), Persea gratissima oil (persea gratissima (avocado) oil), Pongamia Glabra Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil. Może zawierać ( +/-): Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxides), Ci 77499 (Iron Oxide).

Jak widzicie, skład jest zupełnie naturalny. Produkt zawiera sporo składników matujących, jak np. skrobię kukurydzianą, krzemionkę czy puder ryżowy, jednak powiem Wam, że nie widzę w tym jakiegoś wielkiego sensu, ponieważ nakładamy go tam, gdzie to sebum wydziela się zazwyczaj w najmniejszych ilościach. W każdym razie ja jakiegoś mocnego działania na policzkach nie zauważyłam, ale jeśli macie bardzo mocno wysuszone policzki, to musicie na niego uważać. Z kolei z drugiej strony zawiera również odżywcze oleje, takie jak morelowy, awokado czy makadamia, więc moim zdaniem  najlepiej sprawdzi się na cerach tłustych i mieszanych. 
Jeśli chodzi o walkę z grudkami, to mogę się przyczepić do składników z końcówką -ate, ale znalezienie kosmetyków bez nich jest właściwie niemożliwe. Generalnie nie ma tragedii i jak zawsze trzeba po prostu swoją skórę obserwować.


Konsystencja i trwałość


Bronzer ma dosyć twardą konsystencję, dzięki czemu totalnie się nie pyli i już teraz wiem, że będzie baaardzo wydajny. Mimo tej zbitej formuły, łatwo nabiera się na pędzel. Do tego przepięknie się rozciera i nie tworzy plam, za to ogromny plus. Jeśli chodzi o trwałość, to nie mam większego problemu z jego utrzymywaniem. 

Cena i dostępność


W internecie można go dorwać na różnych stronach (np. z ekologiczną żywnością), ale chyba najłatwiej jest zakupić go w sklepie internetowym producenta KLIK. Jego cena to 49,90 zł (razem z opakowaniem), a za sam wkład zapłacimy 10 zł mniej (39,90 zł).

Podsumowanie


Jak się pewnie domyślacie, bronzer z PuroBIO totalnie mnie w sobie rozkochał i jest to obecnie jeden z moich ulubionych bronzerów. Ma cudowny skład, dobrze się z nim pracuje. Mój odcień mógłby być minimalnie mniej czerwony na twarzy, ale do mojej karnacji pasuje, a jak już wspomniałam, mam ochotę skusić się na jeszcze jeden kolor. Niemniej jednak do samej formuły absolutnie nie mogę się przyczepić. Uważam że to idealny produkt dla wszystkich ekomaniaczek. Ze swojej strony serdecznie Wam go polecam. 

Dajcie proszę znać, czy mieliście do czynienia z kosmetykami tej marki? Mi się one bardzo podobają i miałabym ochotę na więcej :)

Do następnego!
Kasia

września 04, 2018

Zakupy z wakacji | Niemcy & Czechy

Hej!

Ta krótka przerwa na blogu spowodowana była naszymi wakacjami. W tym roku objechaliśmy trochę wschodnie Niemcy (Saksonię) oraz Czechy (Pragę). Są to kraje, w których spotkać można całkiem ciekawe sklepy (głównie dm, ale nie tylko), więc poczyniłam zakupy i dzisiaj Wam je pokażę. Zapraszam do czytania dalej :) 

TOP