Najnowsze wpisy

lutego 17, 2020

Haul ze sklepu ekozuzu.pl

Jednym z moim ulubionych sklepów internetowych jest ekozuzu.pl. Robię tam zakupy regularnie, bo bardzo lubię markę Couleur Caramel i chętnie testuję coś nowego. Tym razem również poczyniłam małe zakupy i z przyjemnością Wam je pokażę. Zapraszam :)


Przede wszystkim chciałam przetestować pomadę do brwi, bo nie mam żadnej w swojej toaletce, a miałam ochotę na mocniej wyrysowane brwi. Najbardziej bałam się odcienia, bo lubię te chłodne, ale nr 61 okazał się być idealny. Pomada ma dobrą pigmentację, na razie jest kremowa. Zobaczymy, jak będzie później. Ma też bardzo fajny, precyzyjny pędzelek. Jestem z niej bardzo zadowolona. 

Drugi produkt, który wybrałam, to puder z jesienno - zimowej kolekcji Urban Nature. Trzeba przyznać, że tłoczenia na kosmetykach Couleur Caramel są po prostu obłędne i aż żal ich używać. Jest to typowy puder utrwalający. Ma dosyć suchą formułę, ale na skórze wygląda ładnie. Nie utrzymuje zbyt długo matu, więc nada się przede wszystkim dla cer suchych i normalnych. Chociaż ja, mając cerę tłustą, również go chętnie używam, bo wygląda bardzo naturalnie i nie daje płaskiego matu, a na tym mi ostatnio zależy najbardziej.


Skusiłam się również na szminkę z kolekcji Urban Nature w odcieniu 287. To taki neutralny, średni róż. Będzie idealny na wiosnę :) Szminki z CC są naprawdę świetne i mogę Wam je polecić, jeśli szukacie czegoś z naturalnym składem. Ja zwracam na to coraz bardziej uwagę, bo denerwuje mnie, że praktycznie wszędzie dodają mikroplastik (np. Polyethylene). Tutaj mamy same naturalne składniki i zdecydowanie warto inwestować właśnie w takie kosmetyki. Pomadka ma świetną pigmentację, kremową, ale delikatnie klejącą formułę, przez co utrzymuje się naprawdę nieźle. 

W gratisie otrzymałam dwie konturówki do ust w czerwonych odcieniach, które również mają kremową konsystencję, przez co bardzo łatwo wyrysowuje się nimi usta. Kolor 107 to jaśniejszy odcień czerwieni, a 147 to już krwista, chłodna czerwień.


Ostatni kosmetyk, który otrzymałam, to krem do twarzy SolarTea z SPF 30. Jego jeszcze nie otworzyłam, ale na pewno bardzo mi się przyda. Podoba mi się jego skład i jest szansa, że dobrze się sprawdzi na cerze tłustej.


To już wszystkie kosmetyki, które chciałam Wam dzisiaj pokazać. Dajcie znać, czy macie swoich ulubieńców z tej marki, a jeśli jeszcze nic nie testowaliście, to bardzo zachęcam, bo to świetne produkty z ładnymi składami :)

Buziaki!
Kasia

lutego 06, 2020

Porównanie szminek matowych z różnych półek cenowych
Jeffree Star, Semilac, Golden Rose

Hej!

Po dłuższej przerwie wróciłam do matowych szminek w płynie. Zaciekawiło mnie kilka nowych produktów na rynku i postanowiłam je przetestować, a przy okazji Wam trochę o nich opowiedzieć, więc jeśli taki temat Was interesuje, to zapraszam do czytania dalej :)


Zacznijmy może od najdroższej wersji, czyli Jeffree Star Velour Liquid Lipstick w odcieniu Christmas Cookie. Szminki JS znam od dawna, ale i zawsze bardzo je lubiłam, a ten odcień chodził za mną od dawna, więc postanowiłam go kupić na promocji -30% w Douglas. Kolor Christmas Cookie to moim zdaniem idealny nudziak, który będzie pasował wielu osobom. Ma neutralną tonację. Nie jest ani zbyt beżowy, ani za bardzo różowy, po prostu w punkt. Jakościowo również szminka mnie nie zawiodła, ponieważ ma fajną, niezbyt lejącą konsystencję i nosi się ją niezwykle komfortowo. Ma lekki, prawie niewyczuwalny zapach. Zjada się równomiernie i można ją dołożyć. Na stronie Douglas kosztuje 95,90 zł i podrożała o 11 zł (w grudniu kosztowała 84,90). To strasznie dużo. 


Druga pod względem ceny jest szminka z Semilac, którą kupiłam za ok. 35 zł, ale widzę, że teraz na stronie jest po 54,90 zł. Nie wiem, o co chodzi, ale te podwyżki są masakryczne. Z tych trzech szminek lubię ją najmniej. Ma najbardziej płynną konsystencję i moim zdaniem najmocniej wysusza usta. Wybrałam kolor 423. Jest to jasny, różowy nude. Nie podoba mi się też jej zapach. Nie umiem go określić, ale jak dla mnie jest dziwny. 


Ostatnia pomadka to chyba największa nowość na rynku. My Matte Lip Ink z Golden Rose kosztuje 19,90 zł i pod względem formuły oraz komfortu noszenia bardzo przypomina mi szminkę od Jeffree Star. Zdecydowałam się na odcień 05, który jest najciemniejszy z całej trójki, ale nadal zalicza się do grona nudziaków. Ma przyjemny zapach, który nie przeszkadza. Bardzo polubiłam tę szminkę i już zakupiłam drugi odcień.

Od lewej: Jeffree Star, Golden Rose, Semilac

Podsumowując, najlepsze wrażenie zrobiła na mnie ostatnio najnowsza szminka z Golden Rose. Ma fajną cenę, nosi się ją komfortowo. Na drugim miejscu postawiłabym pomadkę z Jeffee Star, któta jest bardzo podobna do tej z GR, a kosztuje prawie 5 razy więcej. Na ostatnim miejscu uplasowała się wg mnie szminka z Semilac, która najbardziej wysusza moje usta i z tych trzech propozycji sięgam po nią najrzadziej.

Piszcie proszę w komentarzach, czy znacie któryś z tych produktów i jakie są Wasze ulubione szminki w płynie. Zachęcam do obserwowania bloga, bo już niedługo pokażę Wam zamiennik naprawdę drogiej i bardzo znanej pomadki.

Buziaki!
Kasia

stycznia 06, 2020

Ulubieńcy 2019r. | Kolorówka

Dzień dobry!

Wiem, nie było mnie tutaj bardzo długo i jestem ciekawa, czy ktoś w ogóle mojego bloga pamięta. Po cichu mam nadzieję, że tak, ponieważ trochę się za blogiem stęskniłam. Niestety praca i szkoła robią swoje i ciężko mi było znaleźć wolną chwilę chociażby na zrobienie zdjęć, ale może w tym roku mi się uda pojawiać tutaj częściej. Trzymajcie kciuki! Dzisiaj przygotowałam dla Was ulubieńców zeszłego roku. Starałam się wybrać takie produkty, o których jeszcze nie mówiłam, więc mam nadzieję, że będzie ciekawie. Zapraszam :)


Zacznę od kosmetyku, który zasilił moje zbiory niedawno, ale zrobił tak ogromne wrażenie, że absolutnie nie wyobrażam sobie bez niego tych ulubieńców i śmiało mogę go nazwać odkryciem 2019r. Mowa o podkładzie naturalnym marki Felicea. Na taki produkt czekałam. Po pierwsze ma cudowny kolor (mam jaśniejszy 131), który jest jaśniutki, neutralny, nie ciemnieje i mam wrażenie, że został stworzony dla mnie. Poza tym pięknie kryje, długo się utrzymuje. Jest dosyć gęsty i zastyga do matu, więc nie wiem, jak się sprawdzi na cerach suchych, ale dla tłustych - IDEAŁ.

W czerwcu 2019r. pisałam o bronzerze Feerie Celeste i wtedy byłam średnio z niego zadowolona, a teraz używam praktycznie tylko jego. Dokupiłam też nowy odcień 101 Butterfly Beige, który jest zdecydowanie bardziej neutralny niż 100, ale oba bardzo lubię i polecam. Przy okazji chciałabym Wam pokazać najlepszy wg mnie pędzel do bronzera, czyli Hakuro H58. Przepięknie rozciera produkty, nie robi żadnych plam i mam wrażenie, że pracuje się nim łatwiej niż pędzlami z włosia naturalnego. 


Ostatni kosmetyk do twarzy to rozświetlacz z Annabelle Minerals w odcieniu Diamond Glow. Uwielbiam go, ma bardzo neutralny odcień. Pięknie odbija światło i można stopniować jego intensywność. Było mi ciężko go uchwycić na zdjęciu i właściwie mi się to nie udało, więc musicie mi wierzyć na słowo, że jest cudny :)


W kategorii Oczy mam Wam do pokazania dwa kosmetyki. Pierwszy z nich to paletka cieni Sweet Harmony z Affect. To idealna paleta na co dzień. Maty są dobrze napigmentowane, ale nie przesadnie, przez co dobrze się nimi pracuje, bo da się je budować. Jedynie dwa błyszczące cienie są dla mnie za bardzo drobinkowe. Szczerze mówiąc, w dziennym makijażu wolę cienie o innej konsystencji, mniej błyszczące. Poza tym nie mam się do czego przyczepić i bardzo Wam tę paletę polecam :)


Rok 2019 był to rok maskar naturalnych z Couleur Caramel. Na zdjęciu widzicie wersję Revolution, ale ogólnie uważam, że tusze tej marki są świetne i zachęcam Was do wypróbowania. Mają piękne, naturalne składy i do tego naprawdę robią robotę. Wydłużają, rozdzielają, pogrubiają rzęsy i nie osypują się. Są dosyć drogie, ale uważam, że w dobry skład zawsze warto zainwestować.

Kochani, i to już wszystko na dzisiaj. Dajcie znać, jeśli tu jeszcze czasem zaglądacie. Piszcie o Waszych ulubieńcach w komentarzach. Życzę Wam dużo szczęścia w Nowym Roku.

Buziaki!
Kasia

lipca 15, 2019

Nowości kosmetyczne | Zaszalałam 🙈

Hej!

Mimo że ostatnio ograniczyłam ilość kosmetyków i już tyle ich nie kupuję, to nadal czasem zdarza mi się zaszaleć w tej kwestii. Pojawiło się u mnie kilka ciekawych nowości i dzisiaj chciałabym Wam je pokazać. Zapraszam :)

nowości-kosmetyczne-haul

Sephora


W Sephorze zaczęły się wyprzedaże i sporo fajnych kosmetyków zostało przecenionych. Niestety na stronie właściwie od początku najciekawsze rzeczy zostały wyprzedane, ale przejechałam się do perfumerii i okazało się, że stacjonarnie można jeszcze coś dorwać. Skusiłam się więc na dwie palety, które zostały przecenione aż 50%. Pierwsza to Lolita od Kat Von D, która zawiera same maty w różowej tonacji. Druga to Natural Lust z Too Faced, która ma aż 30 cieni i ogromne, piękne lusterko. Po pierwszych testach jestem z obu palet bardzo zadowolona i nie żałuję, że je kupiłam. 
Cienie z Kat Von D mają genialną pigmentację. Niektórzy narzekają, że są zbyt suche, ale zupełnie nie mogę się z tym zgodzić. Jak dla mnie te cienie są bardzo przyjemne w dotyku. 
To już bardziej suche wydają mi się cienie z palety Too Faced, chociaż zupełnie mi to nie przeszkadza, bo cieniami pracuje się dobrze. Łatwo się rozcierają, dobrze ze sobą łączą. Ja generalnie cienie Too Faced bardzo lubię i czuję, że ta paleta również mnie nie zawiedzie. Jest idealna do robienia makijaży dziennych. 
Dodatkowo otrzymałam gratis miniaturkę najnowszej maskary Damn Girl! od Too Faced i cieszę się, że będę mogła ją przetestować.

too-faced-natural-lust-kat-von-d-lolita

Drogeria Pigment 


W Drogerii Pigment była ostatnio promocja na kosmetyki PuroBio, więc skusiłam się na kilka rzeczy. Niestety okazało się, że mieli jakiś błąd w systemie i w magazynie nie ma już pudru prasowanego. Bardzo chciałam go przetestować. No cóż, może następnym razem się uda. W każdym razie zakupiłam dwa produkty - sypki puder Primer Loose Powder oraz rozświetlacz nr 01. Ten pierwszy ma biały kolor i naprawdę malusieńkie opakowanie. Użyłam go póki co 2 razy i mogę powiedzieć, że genialnie wygładza skórę. Z kolei rozświetlacz ma piękny kolor i taką dość specyficzną formułę, która przypomina mi konsystencję foliowych cieni. Na razie mi się podoba, jak wygląda na skórze.
Dodatkowo wzięłam wodę z trawy cytrynowej z Your Natural Side, która jest dedykowana cerom tłustym i mieszanym. Generalnie hydrolaty tej marki bardzo lubię. Zobaczymy, jak ten się spisze :)

purobio-your-natural-side

Asoa


Marka Asoa wypuściła niedawno krem Sunny Day z SPF 30. Ponieważ na rynku mało tego typu kremów z dobrym składem, postanowiłam się na niego skusić. Skład opiera się na hydrolatach, więc pomyślałam, że może być to idealna opcja dla cery tłustej. Dodatkowo producent zapewnił, że krem nie bieli, ponieważ zawiera delikatny pigment i to mnie już totalnie zachęciło do zakupu. Użyłam kremu kilka razy i powiem Wam szczerze, że mam co do niego mieszane uczucia. Po pierwsze jest bardzo gęsty i moim zdaniem pompka do tej konsystencji nie pasuje, ponieważ dosłownie wypluwa produkt i mam wrażenie, że za jakiś czas się zapcha. Poza tym krem się bardzo ciężko rozprowadza, ale da się to zrobić. Wygląda na skórze matowo, więc skóry suche raczej nie będą z niego zadowolone. Największy minus zauważam w kolorze, który jest po prostu brzydki, dziwnie różowy i nie mam pojęcia komu mógłby pasować. Miałam nadzieję, że kosmetyk będzie tylko delikatnie zabarwiony, żeby pasował każdej karnacji. Owszem delikatnie się do kolorytu dopasowuje, ale nie ma opcji, żebym nosiła go solo. Muszę koniecznie nałożyć na niego podkład, żeby nie było go widać. Plus za to minerały na nim wyglądają ładnie, ale generalnie na razie nie jestem do niego przekonana :( Jestem mega ciekawa opinii innych osób.

asoa-sunny-day-spf-30

I tak się prezentują moje ostatnie zakupy. Dajcie znać, czy coś Was szczególnie zainteresowało :)

Buziaki!
Kasia

lipca 12, 2019

Morphe - The Jaclyn Hill Eyeshadow Palette

Hej!

Nadszedł czas na recenzję palety, którą mam u siebie już prawie rok i o której trochę zapomniałam. A zdecydowanie zasłużyła na to, żeby o niej trochę opowiedzieć. Mowa o palecie Morphe, która powstała we współpracy z Jaclyn Hill. Zapraszam :)

morphe-the-jaclyn-hill-palette

Paleta The Jaclyn Hill Palette to 35 cieni zamkniętych w białym, minimalistycznym, tekturowym opakowaniu. 18 z nich to cienie błyszczące, pozostałe 17 to maty. Paleta jest utrzymana raczej w ciepłej tonacji, chociaż znajduje się też w niej kilka chłodnych odcieni. Całość prezentuje się moim zdaniem bardzo ciekawie, chociaż zauważam również jeden główny minus, mianowicie powtarzające się odcienie, które różnią się od siebie nieznacznie. Takich minimalnych różnic zupełnie na oku nie widać. Mimo to kolorystyka mi się podoba i uważam, że da się tymi cieniami stworzyć wiele makijaży. Niestety nie jest to paleta kompletna, ponieważ nie posiada matowego cielistego beżu. Te dwa pierwsze cienie są błyszczące. 

morphe-jaclyn-hill-palette

Jeśli chodzi o konsystencję, to jest ona masełkowa, bardzo przyjemna. Cienie mają genialną pigmentację, co będziecie mogli zobaczyć na zdjęciu ze swatchami. Jak może wiecie, ja za taką przesadną pigmentacją nie przepadam, bo często trzeba z nią uważać, ale z tymi cieniami pracuje mi się wyjątkowo dobrze. Da się stopniować ich intensywność, bardzo dobrze się rozcierają i ze sobą łączą. Cienie metaliczne zazwyczaj nakładam palcem i większość z nich przykleja się nawet bez bazy. Przetestowałam już w swoim życiu wiele cieni i uważam, że te cienie z Morphe są jednymi z lepszych. 


Moim zdaniem jest to idealna paleta dla wizażystek. Aż czasem żałuję, że na razie sama nie maluję. Mamy tutaj w zasadzie wszystko, czego potrzeba. Cieniami pracuje się bardzo łatwo, więc będzie to też dobra opcja dla początkujących makijażystek, które zbierają kosmetyki do kufra. 
Niestety nie wiem, jak obecnie z dostępnością w Polsce. Ja tę paletę kupowałam przez Facebooka American Cosmetics. Kosztowała 200 zł. Wydaje się dużo, ale w przeliczeniu na jeden cień wychodzi coś ok. 5,70 zł, więc jak widzicie, tanioszka.


Udało mi się też zrobić makijaż, bo bardzo chciałam Wam pokazać, jak ładnie te cienie wyglądają. I zapewniam Wam, że ten efekt uzyskałam bez jakiegoś wielkiego nakładu pracy.

morphe-jaclyn-hill-makeup-makijaż

Zdecydowanie mogę tę paletę polecić. Jeśli się nad nią zastanawialiście, to bierzcie, na pewno będziecie zadowoleni :)

Piszcie proszę, jak Wam się podoba ta paleta, a jeśli już jej używaliście, to czy macie podobne odczucia na jej temat.

Do następnego!
Kasia

lipca 08, 2019

Ulubieńcy czerwca 2019r.

Hej!

Jak już pewnie zauważyliście, comiesięcznych ulubieńców porzuciłam, ponieważ dość mocno ograniczyłam ilość kosmetyków, a nie chcę non stop pisać o tym samym. Jednak ostatnio pojawiło się u mnie kilka ciekawych produktów, więc stwierdziłam, że Wam o nich troszeczkę opowiem. Zatem zapraszam na ulubieńców czerwca :)

ulubieńcy

1. Miya - 5-minutowa maseczka oczyszczająca


Niedawno wprowadziłam do swojej pielęgnacji 5-minutową maseczkę oczyszczającą marki Miya. Podoba mi się jej lekka konsystencja, zapach oraz to że nie zastyga mocno na skórze i bardzo łatwo ją zmyć. Chciałabym być jeszcze bardziej regularna w jej używaniu, ale i tak idzie mi całkiem nieźle. Maska ładnie wyrównuje koloryt cery, zmniejsza pory i chętnie ją stosuję.

2. Natural secrets - pomadka odżywcza


Mimo że mamy lato, moje usta były ostatnio bardzo przesuszone. Przy okazji zamówienia w sklepie Natural secrets dorzuciłam ich pomadkę odżywczą, którą polecała Panna Naturalna. Pomadka na mnie również zrobiła dobre wrażenie. Suche skórki zniknęły i to na pewno jej zasługa. Poza tym pomadka ma świetną konsystencję, która się nie topi nawet w tych największych upałach. 

couleur-caramel-tusz-revolution-miya-maseczka

3. Golden Rose - Perfect Matte Lipstick


O kolekcji Nude Look z Golden Rose pisałam Wam w poprzednim poście. Pomadka stała się moim wielkim ulubieńcem i używam jej ostatnio praktycznie przy każdym makijażu. Nie przeszkadza mi nawet to, że jest matowa, bo jest to mat niezwykle komfortowy w noszeniu. Pomadka przepięknie wygląda na ustach, wygładza je, nie podkreśla suchych skórek. Polecam :)

4. Couleur Caramel - tusz do rzęs Revolution


Kosmetyki Couleur Caramel testuję od dłuższego czasu. Tusze do rzęs zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Testowałam już 3 i wszystkie były super, jednak dzisiaj opowiem Wam o wersji Revolution, która bardzo mi przypadła do gustu. Ma silikonową szczoteczkę, z taką śmieszną końcówką, dzięki której można dotrzeć nawet do najkrótszych rzęs. Dobrze się też nią maluje dolne rzęsy. Ja generalnie wolę te klasyczne szczoteczki, ale z tą akurat się polubiłam, ponieważ nie skleja rzęs. Wręcz przeciwnie, są one maksymalnie rozdzielone, a na tym mi najbardziej zależy. Do tego jest to produkt naturalny. Ma mnóstwo dobroczynnych składników, które świetnie działają na rzęsy. Ja zauważyłam u siebie mocną poprawę rzęs oraz ich wzrost. Zdecydowanie warto wypróbować :)

5. GlamBrush - pędzel T101


Napiszę krótko - to najlepszy pędzel do minerałów, jakiego używałam. Ma idealnie gęste włosie, idealnie ścięte, dzięki czemu genialnie (i bardzo szybko!) nakłada się nim minerały.  Duży plus też za ten dłuższy trzonek, dzięki czemu wygodnie się go trzyma. Serdecznie Wam polecam. Ja na pewno zaopatrzę się w drugi egzemplarz, gdy będą jakieś większe promocje. Link do niego KLIK

glambrush-t101-pędzel

Piszcie koniecznie, czy znacie któryś z tych produktów i jak się u Was sprawdził :)

Buziaki!
Kasia

lipca 02, 2019

Golden Rose - najnowsza kolekcja Nude Look

Hej!

Niedawno firma Golden Rose wypuściła przepiękną kolekcję Nude Look. Jak sama nazwa wskazuje, opiera się ona na odcieniach nude. Mnie ostatnio taka kolorystyka podoba się w makijażu najbardziej, więc z wielką przyjemnością tę kolekcję przetestowałam, a dzisiaj Wam o niej co nieco opowiem. Zapraszam :)

golden-rose-nude-look

Twarz


Kolekcja Nude Look składa się naprawdę z wielu kosmetyków, właściwie z każdej kategorii. Jeśli chodzi o twarz, to mamy tutaj kilka ciekawych produktów. Przede wszystkim marka wypuściła koloryzujący krem do twarzy. Mam go w odcieniu 01 Fair Tint i mimo że jest to odcień najjaśniejszy, to moim zdaniem nie nada się dla bardzo jasnych cer. Dla mnie jest minimalnie za ciemny, chociaż ładnie się dopasowuje, ale musiałabym się troszeczkę opalić, żeby go używać na co dzień. Przyznać mu jednak trzeba, że ma ładny kolor i pięknie wygląda na skórze. Daje świetliste wykończenie i idealnie sprawdzi się na cerach suchych, normalnych. Ładnie też wyrównuje koloryt cery. Krycie określiłabym jako lekkie w kierunku średniego, dla mnie jest idealne.

Kolejny produkt z tej kategorii to wypiekany puder. Niestety występuje tylko w jednym odcieniu Nude Glow, który jest dla mnie za ciemny, więc nie mogłam go za bardzo przetestować. Dobrze się sprawdził u mnie do delikatnego wykonturowania twarzy.

Ostatni kosmetyk to wypiekane trio do konturowania. Mamy tutaj dosyć ciepły bronzer, brzoskwiniowy róż i intensywny, szampański rozświetlacz, który daje na skórze efekt wow. Golden Rose zdecydowanie umie robić rozświetlacze. Trio jest naprawdę piękne. Jeśli czytacie mnie dłużej, to wiecie, że mam słabość do wypiekanych kosmetyków. W ogóle ta cała kolekcja przyciąga wzrok. Ma pięknie opakowania i mi się od razu oczy zaświeciły, jak tylko zobaczyłam ją w internecie.

golden-rose-kolekcja-nude-look
Od lewej: wypiekany puder, trio do konturowania, koloryzujący krem do twarzy

Oczy


W tej kategorii również mamy spory wybór. Mnie najbardziej zaciekawiły wypiekane cienie do powiek. Otrzymałam dwa odcienie: 01 Ivory oraz Caramel Nude. Pierwszy z nich to piękny, delikatnie różowy, perłowy odcień, który również świetnie się sprawdzi jako rozświetlacz. Niestety jako produkt wypiekany jest dość suchy, więc na powiekę najlepiej go nakładać palcem na mokrą bazę. Wtedy wydobędziecie jego maksymalny blask. Drugi cień to mat (wg producenta), chociaż ja bym go bardziej określiła jako satynę. W opakowaniu wygląda jak brąz z domieszką różu, ale na powiece wybijają z niego cieplejsze, karmelowe tony. Idealnie sprawdza się do wykonturowania powieki. Fajnie też wygląda nałożony solo na całą powiekę ruchomą

Drugi produkt w tej kategorii to tusz do rzęs Full Volume Definitive Mascara. Jak sama nazwa wskazuje, ma zwiększać objętość i rzeczywiście to robi, ale najbardziej zaskoczyło mnie to, jak pięknie rozdziela rzęsy. Ma klasyczną szczoteczkę w kształcie takiej jakby klepsydry, co jest ostatnio bardzo popularne i wiele marek wypuszcza maskary z takimi szczoteczkami. Zaskoczyła mnie formuła tuszu, która jest po prostu idealna, ani za sucha, ani za mokra. Można ją używać od samego początku, nie trzeba czekać aż trochę przeschnie. Dla mnie bomba!


Usta


Nie mogłoby zabraknąć tej kategorii. Wiecie, że produkty do ust z Golden Rose po prostu uwielbiam. Pierwszy z nich to Velvety Matte Lipcolor, który formułą mi przypomina szminki Soft & Matte. Mam odcień 01 Just Nude i jest to bardzo jasny odcień, na moich ustach wpada w ciepłe tony. Druga propozycja to klasyczna pomadka Perfect Matte Lipstick, którą również mam w kolorze 01 Coral Nude. Jest ciut ciemniejsza od tej pomadki w płynie i bardziej neutralna, przez co zdecydowanie bardziej mi przypadła do gustu. Poza tym na pierwszy rzut oka wygląda jak słynne szminki Velvet Matte, ale powiem Wam, że ta ma dużo przyjemniejszą, bardziej musową formułę, przez co pięknie sunie po ustach, wygładza je i zupełnie jej nie czuć.
Ostatni produkt to błyszczyk Natural Shine Lipgloss. Odcień 01 Nude Delight to według mnie taka kawa z mlekiem. Błyszczyk nie daje mocnego krycia, delikatnie zabarwia usta i zupełnie się nie klei.

Od lewej: cień 01 Ivory, Caramel Nude, szminka Perfect Matte Lipstick, Velvet Matte Lipcolor, błyszczyk Natural Shine Lipgloss

Piszcie koniecznie jak Wam się podoba ta kolekcja. Moim zdaniem jest piękna. Zarówno opakowania, jak i sama zawartość bardzo przykuwają uwagę. Macie ochotę się na coś skusić? :)

Do następnego!
Kasia

czerwca 16, 2019

Marmurkowe cuda
MAC Cosmetics - kolekcja Electric Wonder

Hejeczka!

Powiem Wam tak szczerze, że coraz mniej kosmetyków powoduje u mnie szybsze bicie serca. Chyba staję się coraz bardziej wybredna. Ale jednak zdarzają się wyjątki i najnowsza kolekcja MAC Electric Wonder zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Zwłaszcza opakowania. I możliwe, że nawet bym się jakoś powstrzymała przed zakupem, ale na moje nieszczęście (a właściwie mojego portfela) MAC zrobił w zeszły weekend promocję -24% na wszystko. Jak widzicie, uległam, a dzisiaj Wam te cuda pokażę. Zapraszam!

mac-cosmetics-electric-wonder

Moim zdaniem to jedna z piękniejszych kolekcji MAC. Marmurkowe opakowania to totalny sztos. Dodatkowo są matowe, jedynie te złote elementy błyszczą, co sprawia, że na żywo wygląda to jeszcze bardziej obłędnie. Tak, zachwycam się, ale bardzo mi się te opakowania podobają.

Przejdźmy teraz do ważniejszej kwestii, czyli zawartości. Jak widzicie, zdecydowałam się na dwa produkty - paletę cieni oraz szminkę. Przy okazji chciałabym też zaznaczyć, że dzisiejsze opinie będą jedynie pierwszym wrażeniem, ponieważ nie miałam okazji tych kosmetyków dokładnie przetestować, a bardzo chciałam Wam je pokazać.

Paleta cieni zawiera 12 kolorów w bardzo neutralnej tonacji. Kupiłam ją z myślą o makijażach dziennych i myślę, że w tej roli będzie się świetnie sprawdzać, chociaż oczywiście można nią wykonać również makijaż wieczorowy.


Jeśli chodzi o formułę cieni, to jest ona dosyć sucha pod palcami. Od razu zaznaczam, że jest to typ cieni, który nie każdemu się spodoba. Maty są mocno sprasowane, przez co nie pylą się pod pędzlem i nie wykazują przesadnie mocnej pigmentacji. Dzięki temu można je budować i pięknie się do siebie kleją, a co za tym idzie można bez problemu przyciemnić makijaż. Błyszczące cienie mogłyby być lepsze, np. Sun Tweaked bliżej do satyny, z kolei Diamond Butterfly to bardziej sprasowany pigment (coś w stylu Turbopigmentów, chociaż one w tym starciu zdecydowanie wygrywają).
Używałam tej palety 3 razy i moje pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Lubię tego typu formułę, bo nie da się tymi cieniami zrobić sobie za bardzo krzywdy, ale jednocześnie da się wykonać ładny, dość mocny makijaż.


Drugi produkt do szminka o nazwie Let's Mesa Around i wykończeniu Lustre. Przyznaję, że trochę mnie zaskoczyła, ponieważ ma baaardzo delikatny kolor. To właściwie bardziej taka koloryzująca pomadka ochronna. Chociaż mnie to mocno nie przeszkadza i na pewno ją zużyję. Kolor to jasny róż, na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć porównanie. Od lewej Let's Mesa Around, na środku Friend Like me z kolekcji Aladdin, a po prawej słynny Syrup (również Lustre).


Koniecznie napiszcie, jak Wam się ta kolekcja podoba i czy też Was kuszą takie limitowanki? :)

Buziaki!
Kasia

czerwca 09, 2019

Golden Rose - Longstay Liquid Matte Lipstick | Nowe kolory!

Hej!

Matowe szminki Longstay Liquid Matte Lipstick z Golden Rose już pewnie wszyscy znają. Nie raz pisałam o nich na blogu. Niedawno otrzymałam od marki paczkę z najnowszymi kolorami i jestem przekonana, że spodobają się wielu osobom. Koniecznie zobaczcie te cudeńka :)

golden-rose-liquid-matte-lipstick

Muszę powiedzieć, że nowe odcienie totalnie trafiają w mój gust, ponieważ ostatnio mam fazę na nudziaki. Bardzo się cieszę, że mogę pokazać Wam wszystkie odcienie, bo na pierwszy rzut oka niewiele się różnią, ale jednak te różnice są i na zdjęciu ze swatchami będziecie mogli je dobrze zobaczyć. A teraz przejdźmy do mojego opisu kolorów. Nie będzie to łatwe, ale postaram się zrobić to najlepiej, jak potrafię.

golden-rose-pomadki-w-płynie-nowe-odcienie

33 - to najbardziej nudziakowy odcień z całej piątki. Ma sporo neutralnych tonów i ani grama różu, więc powinien pasować większości osób.

34 - ten odcień ma zdecydowanie więcej różowych tonów, ale w moim odczuciu również jest neutralny.

35 - najciemniejszy kolor (ale nadal w typie nude). On już jest bardziej po tej ciepłej stronie. Mam wrażenie, że w każdym świetle wygląda inaczej, ale zdjęcie poniżej oddaje go dobrze. 

36 - piękny, chłodny róż. Jest podobny do słynnej 03, ale ma mniej fioletowych tonów.

37 - najjaśniejszy z całej piątki, również chłodny róż. Jest jasny i chłodny, ale moim zdaniem nie ma szarych, trupich tonów.

golden-rose-swatche

Jak widzicie, Golden Rose dodało do swojej (już sporej) kolekcji kolory bardzo twarzowe i "wearable". Myślę, że będą pasować większości osób i sprawdzą się na przeróżne okazje. Mi się mocno kojarzą z typowymi ślubniakami. Pamiętajcie też, że tego typu produkty bardzo łatwo ze sobą mieszać. Ja Wam je serdecznie polecam, a jeśli jeszcze nie testowaliście szminek z tej serii, to w tej piątce na pewno znajdziecie jakiś "swój" kolor.

Dajcie znać koniecznie, jak Wam się podobają i który odcień najbardziej wpadł Wam w oko. 

Buziaki!
Kasia

czerwca 03, 2019

Féerie Céleste - bronzer Bewitched Bronze

Hej, hej!

Niedawno moja ulubiona firma Pixie Cosmetics stworzyła siostrzaną markę Féerie Céleste i pod jej szyldem wypuściła na rynek bronzery prasowane Bewitched Bronze. Jak się pewnie domyślacie, nie mogłam się ich doczekać, bo po pierwsze bardzo lubię ten rodzaj kosmetyków, a po drugie mało jest bronzerów z dobrym składem na rynku. Zakupiłam jeden z nim chwilę po premierze, a dzisiaj opowiem Wam o moich wrażeniach z kilku tygodni używania. Czy spełnił moje oczekiwania? Tego dowiecie się w dzisiejszym wpisie. Zapraszam do czytania dalej :)


Na samym początku nie mogę nie wspomnieć o opakowaniu, które od razu rzuca się w oczy i moim zdaniem jest absolutnie przepiękne. Pixie zawsze miało ładne opakowania, ciekawe grafiki, ale tym razem totalnie zaszaleli. Opakowanie jest kartonikowe, z lusterkiem, a w środku znajduje się bronzer w postaci wkładu z cudownym tłoczeniem. Mam nadzieję, że w takim razie firma już niedługo wprowadzi uzupełnienia do swojej oferty. 
Powiem Wam szczerze, że bardzo mi się to podoba to, że te produkty mają taką "otoczkę". Wchodząc na stronę, można przeczytać całą historię na temat marki. Zacytuję fragment: "W tajemniczym ogrodzie Féerie Céleste są sekrety, które chcemy zdradzić tylko Tobie. Ten świat pełen jest magicznych stworzeń, euforycznych zapachów kwiatów, przesyconych nektarami roślin, spowitych mgłą krzewów, skąpanych w świetle księżyca ścieżek, blasku rozgwieżdżonego nieba. Dotrzesz do niego dzięki swojej wyobraźni".
Patrząc na to opakowanie, mam wrażenie, że zaraz przeniosę się do jakiegoś magicznego, baśniowego świata. Wiem, że to "tylko" kosmetyki, ale fajnie jest widzieć, że są firmy, które wkładają w nie tyle serca i pracy.

No dobrze, ale przejdźmy do ważniejszego, czyli do samego wnętrza. Marka Feerie Celeste wypuściła na rynek aż 5 odcieni bronzera. Ja wybrałam 100 Taupe Whisper, czyli jasny i chłodny. Wg producenta ma idealny do konturowania dla bladziochów i przede wszystkim nie zawiera grama pomarańczowych tonów. Tutaj mogę się zgodzić. Jeśli Waszą zmorą są wybijające pomarańczowe tony w bronzerach, to ten możecie brać w ciemno. Natomiast mam wrażenie, że na mojej neutralnej cerze lekko wybijają czerwone tony. Nie jest to mocno widoczne, ponieważ bronzer ma naprawdę delikatny pigment i nawet na mojej bardzo bladej cerze nie widać go zbyt mocno. Z jednej strony to plus, z drugiej uważam, że kolor mógłby być ciut mocniejszy.


Skład jest naturalny, ale moim zdaniem mógłby być lepszy. Produkt zawiera np. glikol pentylenowy. Agnieszka z kanału Kosmetologia naturalnie ich nie poleca. Zobaczcie sobie jej film na ten temat.

pixie-cosmetics-feerie-celeste-bronzer

Niemniej jednak muszę przyznać, że bronzer ma ładny kolor, dobrze się aplikuje, nie tworzy plam. Jego cena trochę powala, ponieważ za 9 gramów produktu płacimy aż 118 zł. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w dużej mierze jest to cena właśnie tej całej otoczki. Szczerze mówiąc, nie jestem przekonana, czy sam bronzer jest wart swojej ceny. Niby jest ok, teoretycznie nie mam się do czego przyczepić, ale też jakoś niczego mi nie urwał.


Dla porównania wrzucam Was swatche. Od lewej mamy właśnie bronzer, o którym piszę 100 Taupe Whisper, dalej Pixie Cosmetics bronzer sypki, najchłodniejszy odcień z trio do konturowania ze Shashboxa oraz Purobio nr 3. Jak widzicie, Feerie Celeste nr 100 i Smashbox mają właściwie identycznie kolory, jednak ten drugi ma dużo gorszy skład, ale moim zdaniem na twarzy wygląda lepiej. Z kolei Pixie w wersji sypkiej ma zdecydowanie więcej oliwkowych tonów.


Jak widzicie, wszystko prezentuje się naprawdę pięknie i sam bronzer też mi się generalnie podoba, ale nie wiem, czy wydałabym na niego ponownie aż tyle kasy. Może to kwestia koloru, który na twarzy wygląda bardzo delikatnie (chyba aż za bardzo). Chętnie przetestowałabym inny odcień, ale na razie muszę wykończyć to, co mam zaczęte.

Dajcie znać koniecznie, jak Wam się podoba i czy macie ochotę się skusić. A może już go kupiłyście?

Do następnego!
Kasia

TOP